Wczoraj w Parlamencie Europejskim odbyła się debata na temat ułatwień wizowych dla mieszkańców Ukrainy. Sprawa wydawała się bezdyskusyjna, bo zakres ułatwień jest niewielki – dotyczy młodzieży, studentów i seniorów. Chodzi przede wszystkim o wydłużenie czasu ważności wizy, a w kilku przypadkach o zmniejszenie opłaty. Piszę "wydawała się", bo było tak do momentu, gdy z krytyką projektu wystąpiło lobby LGBT.

REKLAMA
Jego przedstawiciele uznali, że kraj, który oficjalnie walczy z homoseksualizmem a nie homofobią, nie zasługuje na jakiekolwiek gesty ze strony Unii Europejskiej. Przy okazji dostało się też Rosji, która bryluje w Europie "walcząc z propagowaniem homoseksualizmu".
Brałem udział w tej dyskusji i przedstawiłem pogląd, że w tym przypadku nie wolno wylewać dziecka z kąpielą. Jak tu karać, już i tak uciążliwą procedurą wizową, ludzi, którzy chcą jeździć na Zachód? A wśród nich są przecież także LGBT. Prawdziwym instrumentem wymuszania zmian na Ukrainie nie jest umowa wizowa, tylko stowarzyszeniowa. Dlatego tak bardzo potrzebne jest podpisanie jej na szczycie w Wilnie. Również w tej sprawie.