Polacy to mają szczęście! Mieliśmy mieć rekonstrukcję rządu, a od wczoraj możemy cieszyć się, że najpierw otrzymamy rekonstrukcję Platformy. Już widzę te żądania debat, te dyskusje, tych aktywistów dołów partyjnych. Ach, och!

REKLAMA
Premier Donald Tusk wobec kryzysu wybrał pozornie najprostsze i najłatwiej dostępne lekarstwo – wewnątrzpartyjne igrzyska. Taka aspiryna, ale rozdawana w potężnych ilościach. Bezpośrednie wybory zostawią trwały ślad na partii. Kandydaci policzą swoich zwolenników i niezależnie od wyników, podziały pozostaną. Dodatkowo te wewnętrzne wybory muszą być związane z alternatywną wersją polityki. I to nie wcale dotyczącą partii, ale Polski. Członkowie Platformy będą więc wybierać między obietnicami wspartymi wiarygodnością.
W najtrudniejszej roli będzie premier, bo nie będzie w stanie wiarygodnie zaproponować niczego nowego. Gdyby mógł, zrobiłby to teraz, bez igrzysk. Ciekawa będzie propozycja posła Gowina. Gdy wylatywał z rządu, mruczał to i owo o planie reform, którego nie mógł zrealizować z Donaldem Tuskiem. No i czarny koń – Grzegorz Schetyna. Już mówi o powrocie do kolegialności, źródeł Platformy, pięknych czasów, gdy różniąc się, byli razem. Żadnych konkretów, żadnych kontrowersji, dużo fajnych słów, by wygrać. Schetyna będzie unikał jak ognia agresywnego krytykowania premiera, bo po co mu to? Przecież wybrać go mają ci, którzy współtworzyli sześć tłustych lat PO.
W istocie będziemy mieć prezentację trzech kandydatów na premiera, gdyż po wczorajszym zarządzie jakoś nie przebiła się idea, by oddzielić funkcję szefa partii i szefa rządu
Całe przedstawienie zafundowane jest po to, aby jeszcze na jakiś czas ludzie, wobec kłopotów z dostawą chleba, dostali jakieś igrzyska.