Posłankę Prawa i Sprawiedliwości Krystynę Pawłowicz spotykam na posiedzeniach sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej. Jej aktywność wykracza poza zwykłą średnią statystycznego uczestnika zebrania. Nawet wtedy, gdy nie zabiera głosu, sprawia wrażenie, jakby po cichu przygotowywała się do tej czynności. Z jej ostatniej publicznej wypowiedzi – "Modlę się, żeby UE się rozwaliła" – może wynikać, że chwile te poświęca właśnie modlitwie. Gdyby nie jej przytoczone wyżej oświadczenie, uznałbym, że sprawa ma charakter prywatny. Skoro jednak tak nie jest, to mam do niej kilka pytań.

REKLAMA
Do kogo konkretnie się modli? Być może jest jakiś święty, który patronuje antyeuropejczykom?
Jaka jest treść tej modlitwy? Czy korzysta może z jakiejś ściągi podanej przez życzliwych duchownych? A może sama układa wersy?
I dalej – w swym oświadczeniu nie mówi o likwidacji, rozwiązaniu, tylko o "rozwaleniu". Chciałbym wiedzieć, co według jej westchnień ma rozwalić Unię? I w jakim trybie? Zwykle to szatan zajmował się destrukcją. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy okaże się, że Wielka Dama Polskiej Polityki wzdycha do niego…
I na koniec ogólna wątpliwość – czy w ramach spełniania swych próśb przewiduje jakieś rekompensaty, np. dla rolników?
Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz zasmakowała obecności medialnej. Ma chyba ustawiony grafik i skreśla każdego tygodnia kolejny temat. Były już cycki, kurwy, szmaty, bokserzy, a teraz na warsztat wzięła Unię Europejską. Strach się bać co będzie dalej, bo od jutra nowy tydzień…
A tak w ogóle, jeśli moje obserwacje okażą się prawdziwe, to sam fakt, że taka praktyka odbywa się na posiedzeniu komisji, która zbiera zwolenników Unii, kwalifikuje bojowniczkę PiS-u do innej komisji. Etyki poselskiej.