Piszę dużo o poważnej możliwości podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Często i regularnie. Dzisiaj kilka słów o tym, co dzieje się po drugiej stronie barykady, tzn. co robi Rosja, aby przyciągnąć Ukrainę do EEC (Eurasian Economic Community), zwanego powszechnie Unią Celną.

REKLAMA
W zeszłym tygodniu prezydent Janukowycz wyraził zgodę na przystąpienie Ukrainy do tej organizacji w charakterze obserwatora. Decyzję poprzedziło spotkanie z Putinem. W efekcie premier Azarow podpisał memorandum o pogłębionej współpracy między EEC i Ukrainą. Jak bardzo czekano w Moskwie na ten moment, pokazuje natychmiastowa zmiana języka w państwowych telewizjach na temat Ukrainy, gdzie mówiono, że Ukraina dokonała strategicznego zwrotu.
Prawda jest jednak bardziej skomplikowana. Jest bowiem kilka powodów, aby potraktować ten ruch, jak klasyczną ściemę. Na przykład paragraf 5 memorandum stwierdza, że "nie jest to porozumienie międzynarodowe i nie powoduje praw i obowiązków regulowanych prawem". Premier Azarow stwierdził również, że nie zamierza ograniczać się jedynie do statusu obserwatora w Unii Celnej.
Mamy więc sytuację, która w wolnym tłumaczeniu z pokątnych słów dyplomacji na prosty język pokazuje, że istnieje jakaś alternatywa dla Ukrainy, choć wcale nie jest oczywiste, że Wschód jest pierwszym wyborem tego kraju.
Przedstawiona sytuacja wpisuje się w zapasy przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Każda ze stron napina muskuły, każda chce jak najwięcej utargować. I tak będzie się działo aż do listopada.