Każdy, kto zajmuje się polityką, wie, że istnieje kilka żelaznych reguł jej uprawiania. Pewne rzeczy obowiązkowo się robi, pewne liczby trzeba znać, a niektórych zachowań trzeba unikać jak ognia.
REKLAMA
Polityk musi na przykład wiedzieć ile kosztuje bochenek chleba, najtańsza kiełbasa i bilet tramwajowy. Polityk, choćby nie wiem jak się spieszył, nie może przejść ulicy na czerwonym świetle. Nie może też w jakichkolwiek okolicznościach pić alkoholu w obecności mediów, itd., itp.
Podobne zasady dotyczą klęsk żywiołowych. Jeśli dzieje się coś złego, są poszkodowani, polityk powinien być na miejscu, przynieść nadzieję na rozwiązanie sytuacji, a przynajmniej udawać, że ratuje, koniecznie wśród ratowników. Do klasyki fotoreportażu przeszło zdjęcie prezydenta Busha wśród strażaków na gruzach World Trade Center.
Wczoraj, gdy Budapeszt mijała fala powodziowa, premier Orban właśnie wśród strażaków ogłosił, że stolica jest uratowana. W niedzielę w Warszawie, wśród zalanych samochodów na Trasie Toruńskiej, próżno by szukać prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. W zamian za to ogłosiła następnego dnia, że jej miasto będzie częściej zalewane, bo zmienił się klimat.
Dzięki takim zachowaniom, brakujące do referendum 30 tysięcy podpisów zbierzemy szybciej.
