W końcu ogon machnął psem. Prawie 5 lat zbierał się Waldemar Pawlak, aby odegrać swój ulubiony numer. No i się zaczęło. Moment nie został wybrany przypadkowo, bo Platformie spada poparcie, można więc trochę pokupczyć. Ile się wygra, nie wiadomo, ale prężenie muskułów dobrze wygląda w telewizji.

REKLAMA
Rzecz jasna premier odgrywa wdzięcznie swoją rolę. Do upokorzenia PSL-u wyznaczył swoje zbrojne ramię, czyli ministra Rostowskiego. Komitet koordynacyjny, który w szybkim czasie ma wypracować "rozwiązanie kompromisowe", wygląda śmiesznie – profesor Rostowski w starciu ze studentem Kosiniak-Kamyszem… Obaj koalicjanci doprowadzili do sytuacji, w której jakiekolwiek ustępstwo byłoby zwycięstwem Pawlaka i porażką Tuska. O kompromisie nie ma więc mowy.
Konsekwencje tego zamieszania będą dla funkcjonującej kolacji bardzo poważne. Jeśli PSL się ugnie, będzie tłamszony do końca kadencji. Jeśli postawi się tak, jak kiedyś Leszkowi Millerowi, będziemy mieć w Polsce nową koalicję. Mam nadzieję, że bez SLD.
PS Podobno ambasador Polski przy Unii Europejskiej, Jan Tombiński, rozpoczął kwalifikacje o funkcję w unijnej dyplomacji. Mówi się o Ukrainie, choć sprawa jest kontrowersyjna.