Już dziś wiadomo, że największym wygranym weekendu jest Grzegorz Schetyna. Bardzo go korciło do konfrontacji z Donaldem Tuskiem, ale słusznie ocenił, że lepiej patrzeć na pojedynek Gowina z premierem. Ten ostatni wygra, ale trochę ciosów dostanie i wyjdzie z tego pojedynku osłabiony.
REKLAMA
Wiemy już, że walka w Platformie nie zakończy się żadną konsolidacją, tylko utrwaleniem podziałów. Gowin wybrał czysto ideologiczny obszar sporu. Będzie przezywał Tuska od socjaldemokratów, a sam postawi się jako obrońca wartości konserwatywnych. W tym starciu na dyskusję o Polsce miejsca nie ma.
Przewiduję więc, że Grzegorz Schetyna odczeka jeszcze trochę, a przy kolejnym kryzysie premiera wystąpi jako mąż opatrznościowy. I wtedy to jego będę prosić, żeby przejął stery.
