Prezes Rady Ministrów wybrał "Gazetę Wyborczą", aby w miłej, spokojnej atmosferze przedstawić swój plan na politykę i życie. Zrobił to nie po raz pierwszy i zawsze było to w monumentalnej formie. Rozmowę przeprowadził nie byle kto, bo sam Adam Michnik, plus jego zastępca, Jarosław Kurski. Naprawdę przyjemnie jest czytać jak troje ludzi dobrze się rozumie i przy tym zna cytaty filozofów, publicystów, a nawet samego Bismarcka. Właściwie role mogłyby się odwrócić, bo pytający przyłożyli dużo staranności, aby bardzo inteligentnie podawać piłkę premierowi.
REKLAMA
Może to atmosfera zdecydowała, że Donald Tusk był w tej rozmowie szczery? Aż za bardzo szczery jak na polityka partii, która rządzi. W pewnym momencie wypowiedział jednak słowa, które określają jego pomysł na rządzenie Polską w najbliższych latach: skoro nie mam większości dla ambitnych planów, to jak te ambitne plany mam realizować? Wspomniał też, że tę większość miał za sobą np. Balcerowicz, ale on – Tusk – jej nie ma.
Premier popełnił dwa błędy w jednym zdaniu. Po pierwsze, zapomniał, że miał i ma tę większość. Przynajmniej w parlamencie i urzędzie prezydenckim. Po drugie, bywa tak, że śmiałe plany pozwalają skonsolidować jeszcze więcej większości. Ale tak daleko ambicje i plany premiera nie sięgają.
Taka postawa jest szczególnie bolesna w sprawie przystąpienia naszego kraju do strefy euro. Premier nie planuje bowiem żadnego wstąpienia, bo to plan ryzykowny, który nie ma większości. Smutne.
To, co powiedział Donald Tusk można określić słowem starym jak świat – oportunizm. I nawet nie wiem, który filozof użył go po raz pierwszy…
