Dzielny ksiądz Lemański zapełnił wakacyjne strony Gazety Wyborczej. Na początku obserwowaliśmy starcie dwóch wizji kościoła. Abp Hoser został przedstawiony jako biurokratyczny, apodyktyczny zamordysta, a w kontrze do niego pokazano pogodnego i uśmiechniętego proboszcza z Jasienicy. Nawet podobnego do ostatniej wersji Jamesa Bonda. Księdza bronili parafianie, dowiadywaliśmy się co duchowny powiedział swojemu zwierzchnikowi, jak interpretuje prawo kanoniczne. I tak co 3 dni dostawaliśmy kolejny odcinek coraz słabszego serialu.
REKLAMA
Gdy dziś po raz kolejny zobaczyłem zdjęcie duchownego na pierwszej stronie Gazety Wyborczej zrobiło mi się dziwnie. Powstała wakacyjna telenowela o złym traktowaniu dobrego księdza. Jest jednak jakaś granica mieszania się w wewnętrzne sprawy struktury religijnej. Lemański postanowił kopać się z koniem, a koń… mu oddał. Celnie i boleśnie. Proboszcz z Jasienicy przyjmując święcenia zobowiązał się do dyscypliny i dziś za to płaci.
A ja chętniej czytałbym o reakcjach na mądry tekst prof. Jana Hartmana, który w tej samej gazecie kwestionuje konkordat.
