Dzisiejsza "Polityka Insight" informuje, że "zatrzymał się wzrost upadłości w budownictwie". W tłumaczeniu na prosty język "zatrzymanie wzrostu" oznacza, że nie upada coraz więcej firm, tylko tyle, ile poprzednio. Czyli dużo. Lepsze jednak to niż nic.

REKLAMA
Jakiś czas temu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła, że zmienia zasady przetargów. Oto cena nie będzie już jedynym kryterium zwycięstwa. Dyrektor tej instytucji, a w zasadzie pełniący obowiązki dyrektora, Lech Witecki, zapowiedział też bardziej liberalne podejście do kar umownych, skrócenie terminów płatności, wprowadzenie zaliczki odnawialnej i obowiązkową waloryzację.
Przedstawiciele firm budowlanych komentują, że państwo wraca do stanu sprzed 5-6 lat. W latach 2007-2013 obowiązywał bowiem tzw. polski eksperyment. Ze skutkiem widocznym na każdym kroku.
Gdy kiedyś rząd Donalda Tuska odejdzie, trzeba będzie powołać prawdziwą komisję śledczą i odpowiedzieć na pytanie – jak w budowie dróg mogło dojść do przekrętu na skalę porównywalną z OFE? Pana Witeckiego i jego wszystkie wolty toleruje kolejny już minister z Platformy, a chwali sam pan premier. Nie przeszkadza im zgrzytanie zębów zbankrutowanych małych polskich firm, protesty ambasad, skandaliczne spóźnienia i zejścia firm z placów budów.
Dzisiaj dyrektor Witecki ogłasza, że wraca do standardów, które sam zlikwidował. A wszyscy naiwni, w nadziei, że wygrają któryś z 19 nowych kontraktów, siedzą cicho, bo liczą, że coś im kapnie z pańskiego stołu.