Oj, spodobał mi się prezes Jarosław Kaczyński. Operację pod kryptonimem "Utracone Ziobro" rozgrywa koncertowo. Na czas kongresu odszczepieńców zaplanował powrót na łono PiS-u przenośnej kanapy Marka Jurka. Mało kto pamięta jak się zwie ta partia, ale wory pokutne lśnią z oddali.

REKLAMA
Marek Jurek negocjował połączenie swojej formacji z wiodącą partią Ziobry od miesięcy. A tu nagle taki numer! Prezes potrafi upokorzyć jednych i drugich. Przypomnę, że Jurek z hukiem wyleciał z PiS-u i utracił funkcję marszałka, gdy partia Kaczyńskiego nie poparła całkowitego zakazu aborcji. Dzisiaj o aborcji nikt nie mówi, a Marek Jurek wraca za jedynkę "gdzieś tam" i kilka biorących miejsc dla swoich kumpli. Ot, życie…, a dumny jak paw Ziobro policzy na kongresie swoich ułanów.
Jest w tym wszystkim jeden element, który mnie raduje. Od przekładania mężów stanu z kieszeni do kieszeni, wcale ich nie przybywa. Kaczyński, Dorn, Ziobro, Jurek byli wszędzie albo prawie wszędzie. I tak trzymać!
PS "7 Dzień Tygodnia" – w niedzielę rano (tuż po 9) zapraszam do słuchania programu Moniki Olejnik w Radiu ZET!