Wczesny poranek na lotnisku Okęcie dostarcza okazji do kilku pogłębionych refleksji. Pierwsza dotyczy strajku – niestrajku.
REKLAMA
Na Okęciu wkurzyła się obsługa techniczna, która odpowiada m.in. za wypychanie samolotów spod rękawów i strajkuje. W związku z tym lotnisko nie korzysta z rękawów. Co ciekawsze, władze LOT-u uważają, że nic się nie dzieje i biorą na przeczekanie. W tym przypadku przeczekać muszą pasażerowie.
Kolejna refleksja. Każdy obcokrajowiec, który wyląduje w naszej stolicy i spojrzy na wielki napis na bryle portu lotniczego, musi nabrać przekonania, że dotarł do miejscowości… Samsung!
I trzecia myśl. Co tam u badających wypadki lotnicze? Odtrąbiono sukces kapitana Wrony, ale nie wiemy, dlaczego musiał lądować w taki nietypowy sposób. Uszkodzony Boeing wciąż nie lata. Mówi się, że dwa silniki i kadłub należą do trzech różnych właścicieli, którzy nie mogą się dogadać. A dzielny prezes LOT-u na wszelki wypadek zniknął.
