SLD zakończył obchody 20-lecia zwycięstwa wyborczego. Podobno zaproszeni byli wszyscy posłowie tamtego klubu. Ja zaproszenia nie dostałem. Chciałbym już z perspektywy czasu przytoczyć krótką historię, która być może dopełni opis atmosfery tamtych lat.
REKLAMA
Gdy policzono głosy, okazało się, kto będzie tworzył nowy rząd i że premierem nie będzie polityk Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Odbyło się wówczas kilka ważnych batalii, w tym jedna o pozycję Leszka Millera. Stoczył ją Aleksander Kwaśniewski.
Trzy resorty z definicji nominował prezydent i solidnie wpływał na pozostały skład rządu. Na wieść, że Miller ma objąć stanowisko ministra pracy i polityki socjalnej, Lech Wałęsa dostał szału. Ale Kwaśniewski się uparł, bo uznał, że to najlepszy sposób na odczarowanie miejsca byłych członków aparatu PZPR w demokratycznej rzeczywistości. Sekretarz KC w fotelu Jacka Kuronia, więźnia politycznego, jednego z przywódców opozycji. No i tak się stało. W ten właśnie sposób Leszek Miller wszedł do wielkiej polityki jako pierwszoplanowy uczestnik.
