Partia pokera, która rozgrywa się między Unią Europejską a Ukrainą, trwa. Obie strony trzymają karty przy orderach, licytują wysoko, a stawką jest przyszłość tego kraju, a konkretnie jego zorientowanie na Moskwę lub Brukselę. Bardzo dobrze było to widać wczoraj w trakcie konferencji fundacji YES (Yalta European Strategy) w Jałcie.

REKLAMA
Na sali zgromadziło się prawie 200 osób, wśród nich wszyscy szefowie partii opozycyjnych. Bardzo lojalnie słuchali swojego prezydenta, który mówił o tym, co się na Ukrainie udało, a co nie. Wśród gości był też Jurij Łucenko, którego aktem łaski prezydent Janukowicz zwolnił z więzienia kilka miesięcy temu. Gdy padały pytania z ust liderów opozycji - Jaceniuka i Kliczki - "Czy zwolni pan Julię Tymoszenko?", prezydent odpowiadał: "Nie mogę, bo to nie moja decyzja". Na pytanie czy przyszłość Ukrainy jest warta losu tej jednej osoby, padała odpowiedź: "Jeszcze mamy czas, do szczytu w Wilnie pozostały dwa miesiące".
logo
Przemawia Jurij Łucenko własne
Ze strony Unii Europejskiej padło jasne stanowisko. Prezydent Litwy Dalia Grybauskaite, która przewodniczy UE w ramach trwającej obecnie litewskiej prezydencji, powiedziała wprost, że dopóki Tymoszenko nie zostanie zwolniona z więzienia, nie ma mowy o jakimkolwiek stowarzyszeniu.
logo
Prezydenci Litwy i Ukrainy własne
Tak to wyglądało, choć wszyscy zdają sobie sprawę, że Rosja - wielki nieobecny - również gra ostro i podniosła stawkę. Dylemat, który dotyczył przestrzegania prawa, poszanowania pewnych standardów, do których chcemy namówić Ukrainę, w ostatnim czasie stał się dylematem strategicznym. Tak naprawdę chodzi o rozwiązanie kluczowego problemu w krajach byłego Związku Radzieckiego, które albo dostosują się do polityki Partnerstwa Wschodniego i będą mogły wybrać swoją przyszłość, albo poddadzą się rosyjskiej presji i wówczas ktoś za nich tę przyszłość wybierze.