Wczorajsza wypowiedź abpa Michalika (ta pierwsza) ma fundamentalne znaczenie dla oceny linii obrony Kościoła w sprawie pedofilii. Późniejsze przeprosiny nie zmieniają przekazu z poranka. Mogą zamknąć tę sprawę, ale jasne jest, że arcybiskup powiedział to, co myśli. To nie był żaden lapsus językowy, tylko logiczna i pełna konstrukcja.

REKLAMA
Linia obrony jest więc jasna – Kościół pójdzie w zaparte. Będziemy dużo słyszeć o tym, że zjawisko jest marginalne, trwa nagonka medialna, itd., itd. A w dodatku, jeśli już, to winne są dzieciaki, rodzice i brak miłości. Linia ta gwarantuje Kościołowi katastrofę, bo prędzej czy później trzeba będzie zapłacić autorytetem instytucji i pieniędzmi. Tego drugiego biskupi boją się pewnie bardziej, bo w sprawach autorytetu udało już im się przeżyć niejeden skandal. W obecnym stanie rzeczy nie da się tych spraw zamieść pod dywan. Za dużo ofiar przełamuje strach i zaczyna mówić, a niebawem będzie zeznawać.
Dlaczego więc Kościół nie przyjmie innej linii obrony? Można było przecież potępić przestępców, współpracować z organami ścigania i zaproponować jakieś odszkodowania ofiarom. Byłoby to bolesne, ale skuteczne lekarstwo. Odpowiedź jest tylko jedna – skala problemu. Hierarchowie wiedzą najlepiej jaka ona jest.