Wielka polityka składa się z małych i cichych deklaracji, które w pewnym momencie nabierają siły wodospadu. Kilka dni temu po spotkaniu Marine Le Pen z Austriacką Partią Wolności pojawił się drobny komunikat. Obie partie ogłosiły, że nacjonalistyczna międzynarodówka Europy (Europejski Sojusz dla Wolności) będzie wspólnie prowadzić kampanię do Parlamentu Europejskiego.

REKLAMA
Uczestnicy tego sojuszu są różni – od mocnej Francji, przez współrządzącą Partię Wolności w Holandii, aż do niewielkich, ale głośnych, partii w Wielkiej Brytanii i Belgii. Ostatnio w stronę tego ugrupowania patrzy grecki Złoty Świt i węgierski Jobbik. Ten ostatni zapewne wystrojony w piękne, przedwojenne, faszystowskie mundury.
Wymienione partie w mniej lub bardziej jawny sposób głoszą idee antyeuropejskie – są przeciw imigrantom i mniejszościom. Można powiedzieć – blisko do faszyzmu, choć akurat tego słowa nie ma na sztandarach.
Jak widać chodzi o to, aby antyintegracyjna filozofia uzyskała mocną nogę w Parlamencie Europejskim.
W tym samym czasie, na razie też po cichu, niemiecki Der Spiegel zaprezentował pomysły kanclerz Merkel na zmiany w traktatach europejskich. Chodziłoby o nadanie Komisji Europejskiej praw ingerencji w budżety państw członkowskich poprzez porozumienia z poszczególnymi krajami w sprawie wysokości ich deficytów oraz innych parametrów. Państwa, które będą przestrzegały ustalonych zasad, otrzymają wsparcie ze specjalnego budżetu eurolandu. Odpowiednie zapisy miałyby zostać umieszczone w Protokole 14 o funkcjonowaniu eurogrupy. Ministrowie finansów państw strefy euro nie mają jednak niezbędnego oparcia w traktatach.
Jest więc drugi biegun myślenia o Europie.
Twój Ruch i Europa Plus od początku ostrzegają przed opisanym wyżej procesem. Państwa spoza strefy euro (np. Polska) będą coraz bardziej izolowane i pozbawiane współpracy z najsilniejszymi. Państwa strefy euro zostawią w Unii Europejskiej przestrzeń dla nacjonalistów i taki kraj jak Polska, wzięty jak szkolnej grze w dwa ognie, będzie miał naprawdę poważne kłopoty.