Po wczorajszym splądrowaniu Warszawy nasuwają mi się trzy wnioski. Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości jaką ideologię prezentują tzw. narodowcy, to od wczoraj powinien ją utracić. Blisko do faszyzmu. Zaatakowano słabych, symbol tolerancji dla mniejszości seksualnych i obecny na miejscu kawałek Federacji Rosyjskiej.

REKLAMA
To nie policja skompromitowała się wczoraj, tylko jej nadzorca, minister Sienkiewicz dzisiaj. W porannej audycji stwierdził, że "Od 24 lat niepodległej Polski, gdzie przed ambasadami przewinęły się różne manifestacje, pierwszy raz mamy do czynienia z fizycznym atakiem na terytorium obcej placówki dyplomatycznej. (…) Nikt nie był w stanie przewidzieć (…)".

Pan Sienkiewicz powinien porozmawiać z jakimś doświadczonym kolegą, np. z USA, i dowiedzieć się, że są metody, nawet jeśli nie można przeciwdziałać, aby zawczasu dowiedzieć się o planowanym przestępstwie. Tego jednak pan Sienkiewicz nie zrobił. Nie przeszkodził w przygotowaniu do napadów. Koktajle Mołotowa nie wzięły się przecież z mijanych pod drodze kiosków "Ruchu".
I ostatnia refleksja. Czas na kontrakcję ludzi uczciwych. Musimy wyjść na ulice i pokazać ilu nas jest. Inaczej kilka tysięcy bandziorów i ich dumni führerzy będą niszczyć wizerunek naszego kraju.