Już wiemy, że to Elżbieta Bieńkowska ma uratować Platformę, rząd i premiera. W ciągu jednego tygodnia jej wielkie zdjęcie dwa razy wylądowało w Gazecie Wyborczej. Komentatorzy prześcigają się w wychwalaniu nowej gwiazdy, mówią, że ma wszelkie cechy mocnego człowieka. Ba! Znalazł się i tatuaż dla prasy kolorowej.
REKLAMA
Pani Bieńkowska przetrwała 6 lat dzięki temu, że nie mieszała się w politykę i pilnowała, żeby pieniądze zostały wydane. Nie dzieliła ich, nie dbała o przetargi. Jeśli włączała się w jakieś akcje polityczne, to tylko wtedy, gdy Bruksela groziła palcem. Nie popadła w konflikt z żadnym ministrem, również z tymi, którzy odeszli w niesławie. Mówiąc inaczej – nie przeszkadzały jej niedokończone autostrady i wiele innych, chybionych inwestycji w czasie kończącej się właśnie perspektywy finansowej.
Donald Tusk miał wielokrotnie okazję sięgnąć po Elżbietę Bieńkowską i stawić ją w nowej roli, ale zrobił to dopiero teraz. Tak naprawdę nie wiemy, jakim będzie politykiem, ale już dziś zapewne słyszy wokół siebie ciche szepty – Elka, musisz!
