Kijów wygląda zupełnie inaczej w czasie spaceru niż wczoraj z ekranu telewizora. Na Majdanie panuje spokój, ludzie słuchają kolejnych mówców. Każdy z nich próbuje coś przekazać, a tak naprawdę uprawia kampanię - głównie przed wyborami do rady miejskiej w Kijowie. Oczywiście padają słowa bardzo krytyczne na temat władzy.
REKLAMA
Majdan jest ufortyfikowany drewnianą palisadą. Demonstranci użyli resztek choinki, która miała tutaj powstać, a w rezultacie stoi tylko jej szkielet. Ludzie na Majdanie zajęli dwa budynki - siedzibę merostwa i związków zawodowych. Dowództwo demonstracji mieści się w drugim z tych budynków. Można tam do skarbonki złożyć datek, można się ogrzać i otrzymać ciepły posiłek. Oferta kulinarna, której się dzisiaj przyjrzałem, zawierała ciepłą kaszę ze smakowitym klopsem. Cały czas podawana jest też ciepła herbata. Jeżeli ktoś decyduje się nocować na demonstracji, ma zaoferowane odpowiednie warunki w ogrzewanym pomieszczeniu.
Po wstępnych rozmowach, które odbyłem między innymi z Ministrem Spraw Zagranicznych Ukrainy Leonidem Kożarą, nie ulega wątpliwości, że nikt tu nie planuje wprowadzenia stanu wyjątkowego. Jutrzejszy wyjazd prezydenta Janukowycza do Chin świadczy o tym, że władza traktuje tę sytuację raczej jako będącą pod kontrolą niż zmierzającą do tragicznego przesilenia.
Ludzie na Majdanie udekorowani są w barwy europejskie i ukraińskie, ale tak naprawdę ich główny postulat zmiany władzy kierowany jest w stronę budynków usytuowanych niecały kilometr od Majdanu - do Rady Najwyższej Ukrainy.
Ukraiński Parlament zbierze się jutro i... właściwie to tyle, bo mimo, że prezydium spotkało się dzisiaj, nie ustalono żadnego porządku obrad. Nie wiadomo zatem czego będzie dotyczyło posiedzenie.
Wygląda na to, że argumenty, które prezentują przedstawiciele rządu, a więc argumenty o charakterze gospodarczym przesądziły o decyzji, którą podjęto w Wilnie. Czarę goryczy przelały wymogi Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które poza redukcją administracji państwowej oraz 80% podwyższenia opłat za energię i jej nośniki dotyczą również wstrzymania płac w sferze budżetowej. Takie zmiany wprowadzone natychmiast, tak jak proponował Fundusz, spowodowałyby zapewne demonstracje większe niż te, które dzisiaj obserwujemy na Majdanie.
To tylko część argumentacji, bo nawet najlepiej dobrane argumenty o charakterze gospodarczym nijak się mają do emocji ludzi, którzy zjednoczeni są teraz we wspólnej demonstracji. Ludzi, którzy żądają od władz tylko jednego - dobrej przyszłości. Ale na razie nikt z nimi nie chce rozmawiać.
