Wczorajsze głosowanie w Radzie Najwyższej było ważnym sygnałem co dzieje się wokół kryzysu na Ukrainie. Od rozpoczęcia demonstracji na Majdanie wydawało się, że w jedności Partii Regionów nastąpiło pęknięcie. Kilku deputowanych zgłosiło chęć odejścia ze swojej frakcji i, jak mówiono, rezygnację złożył szef administracji prezydenta Serhij Lowoczkin.

REKLAMA
Wrażenie to trwało do wczoraj, do godziny 14, kiedy to Partia Regionów poza jednym posłem w sposób zdecydowany poparła swój rząd. Spekulacje, że istnieje możliwość, by opozycja "wyjęła" kilku lub kilkunastu deputowanych z frakcji rządzącej, okazały się zupełnie nieprawdziwe.
Mamy więc skonsolidowaną Partię Regionów, która obroniła premiera, co nie znaczy, że stoi za nim z pełnym przekonaniem. W Partii Regionów są rozliczne interesy, coraz częściej rozbieżne, w związku z czym nie da się wszystkich zadowolić. Ci, którym jest za mało i chcieliby więcej, próbowali wykorzystać tę okazję, aby uzyskać coś dla siebie.
Przewiduję, że dyskusja wokół rekonstrukcji rządu będzie trwała dalej. Prędzej czy później można oczekiwać dużych lub mniejszych zmian. Duże to zmiana premiera, małe to odsunięcie od "kompleksu energetycznego" tych, którzy rządzą nim dzisiaj i nie umieją dzielić się wpływami ze swoimi partyjnymi kolegami.
Przed dwa dni pobytu w Kijowie zadawałem sobie pytanie, czy demokracja, która przeżyła kilka wyborów zatwierdzonych przez międzynarodowych obserwatorów jako zgodne ze standardami, jest w stanie skonsumować konflikt, który wylał się na ulice. W normalnych warunkach, jeśli ludzie wychodzą na ulice, to z tych ulic wracają do domu, a ci, którzy w ich imieniu pełnią mandat polityczny, przenoszą ich postulaty do instytucji publicznych i politycznych, przede wszystkim do parlamentu. Od szczytu w Wilnie mija tydzień i do tej pory nie było debaty na temat decyzji władz o odstąpieniu od decyzji o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Nie wypowiedział się w tej sprawie w parlamencie premier, który był, ale wczoraj dyskutowano jego odwołanie. To niedobra praktyka, bo naturalnym miejscem sporów i prezentacji poglądów - również przez władze, które podjęły tę decyzję - jest Rada Najwyższa.
Tymczasem przywódcy opozycji zajmują się popularną, choć nie do końca poważną działalnością. Prowadzą na przykład marsze, które mają zmierzać do blokad kolejnych budynków. Zachowują się tak, jakby byli przywódcami partyzantki, a nie opozycji. Tak było wczoraj, gdy po nieudanym głosowaniu w sprawie odwołania rządu, Arsenij Jaceniuk w swoim nowym image'u (w golfie i z kilkudniowym zarostem) poprowadził demonstrantów na ulicę Bankową, by uniemożliwić prezydentowi funkcjonowanie. Nie przeszkadzało mu to, że prezydent w tym czasie był już w Chinach, bo obrazki telewizyjne były na tyle atrakcyjne, że czuł się w tej roli bardzo dobrze.