Euronest powstawał jako pomysł na bliższe związanie sześciu krajów Partnerstwa Wschodniego z Unią Europejską, a konkretnie naszych parlamentów. Długo to trwało, ale dzisiaj po raz pierwszy spotykamy się na sesji plenarnej poza UE. W Azerbejdżanie, w Baku.
REKLAMA
Lądowanie o 4 rano i podróż do hotelu nie dają wielkich szans na ocenę miasta, ale gdybym musiał wyrazić swoją opinię, to Baku bardziej przypomina Dubaj niż peryferie byłego Związku Radzieckiego. Wspominam to miasto w sposób szczególny, bo jako aktywista studencki byłem tutaj pod koniec lat 70-tych…
Euronest zbiera się w mocnym składzie. Z Parlamentu Europejskiego przyjechało prawie 40 posłów. Są wszystkie delegacje partnerskie, rzecz jasna oprócz Białorusi. W tym gronie, co wcale nie było oczywiste, stawi się też delegacja sąsiedniej Armenii – kraju, z którym Azerbejdżan jest w stanie wojny i nie jest to bynajmniej zimna wojna. Co jakiś czas, w Górskim Karabachu giną ludzie, a Azerbejdżan ustami najwyższych przywódców określa Armenię jako wroga. Doszło do tego, że Armenia wycofała swoich przedstawicieli z konkursu Eurowizji, który w tym roku odbędzie się właśnie w Baku.
Jest więc na Euroneście potencjał wybuchowy. Ale jak to z wybuchami – dobrze skierowany potencjał może uczynić coś pozytywnego.
