Dziś Parlament Europejski przyjmie rezolucję oceniającą szczyt w Wilnie, a tak naprawdę odniesie się do wydarzeń na Ukrainie. Będziemy więc "głęboko ubolewać", "ostrzegać przed przemocą" i "wzywać do mediacji". Zaapelujemy też o "zniesienie wiz" i zachęcimy do "wsparcia gospodarczego Ukrainy".

REKLAMA
Język rezolucji politycznych jest nieznośny, ale lepszego nie wymyślono. Będę głosował za tą rezolucją, ale niewiele mi ona pomoże w odpowiedzi na pytanie: "Do jakiego finału zmierzają wydarzenia na Majdanie?"
Teraz kilak uwag, których nie znalazłem wśród niezliczonych komentarzy.
Tak długo, jak Majdan relacjonują niemal wszystkie telewizje, nie będzie rozlewu krwi, czyli rozwiązania naprawdę siłowego. Obie strony konfliktu wyciągają wyłącznie korzyści z obecności kamer. Przywódcy opozycji – Kliczko, Tiahnybok i Jaceniuk – budują swój mit. Dziewięć lat temu nie przewodzili demonstracjom, a dziś chcą pokazać, że potrafią zastąpić nieobecnych przywódców pomarańczowej rewolucji. Z kolei władza, na razie poprzez milicję, pokazuje swą determinację i sprawność. To musi się podobać zwolennikom prezydenta Janukowycza.
W weekend w okolicach Majdanu pojawi się druga manifestacja. Do Kijowa ma przyjechać 200 tysięcy zwolenników rządu i jego polityki. Media ukraińskie donoszą, że zamówiono specjalne pociągi, autobusy, żywność i środki higieny. Będzie więc jeszcze barwniej, ale i niebezpieczniej.
Catherine Ashton wyjechała z Ukrainy nie zamykając drzwi do rozmów. Mają się one dziś toczyć w Brukseli. Odpowiedzialny za nie wicepremier Arbuzow musi przekonać komisarza Fule, że nie prowadzi działań pozornych. Unia Europejska za żadną cenę nie może powtórzyć scenariusza z Wilna, gdzie została – mówiąc wprost – wystawiona do wiatru.
Premier Azarow powiedział coś o 20 miliardach euro pomocy, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy jest skłonny częściowo odstąpić od swych pierwotnych warunków. Mówi się, że kwota 10 miliardów euro jest realna. Jeżeli będzie wola podpisania umowy stowarzyszeniowej, będzie o czym rozmawiać.
Na pewno nie będziemy jednak renegocjować tej umowy. Nie będziemy też licytować się z Rosją "kto da więcej za Ukrainę?", ani nie wyrazimy zgody na trójstronne rozmowy UE-Ukraina-Rosja.
Wygląda na to, że ani na Majdanie, ani wokół, nikt się specjalnie nie spieszy. Gra na czas jest dobra, ale pod warunkiem, że ma się zwycięstwo w kieszeni. Tego nie może powiedzieć jednak żadna strona.