Unia Europejska, jako organizacja, nie ma jakichś wielkich interesów w Afryce. Takie interesy ma kilka krajów członkowskich i kilka firm. W ostatnich latach Polska wspierała akcję francuską w Czadzie, symbolicznie w Mali, a teraz będzie wspierać w Republice Środkowoafrykańskiej – udostępnimy samolot Hercules C-130 na trzy miesiące oraz 50 żołnierzy sił powietrznych i wsparcie logistyczne. Polscy żołnierze po to się szkolą, aby uczestniczyć w operacjach międzynarodowych, ale taka decyzja musi mieć cechy powagi. Tu jej zabrakło.
REKLAMA
Przypomnę, że konstytucja określa tryb decyzji o wysłaniu wojsk za granicę. Rada Ministrów (Polski) wnioskuje o to do prezydenta (też Polski), a o całości informowany jest Sejm. Jak widać ustawodawca popełnił błąd, bo nie wpisał do konstytucji prezydenta Francji, który wczoraj poinformował polską opinię publiczną o "decyzji polskiego rządu", podjętej na jego wniosek…
Nieważne, czy na misję jedzie 50 żołnierzy czy 500. Za każdym razem ryzykują swoje zdrowie i życie, a to może mieć miejsce wyłącznie w sytuacji, gdy Rzeczpospolita ma w tym interes.
W państwie, które się szanuje, wypadałoby, aby właściwy minister (obrony, spraw zagranicznych) poddał temat pod dyskusję. Co będą robić? Gdzie będą stacjonować? Kto za tę wyprawę zapłaci? No i najważniejsze – jaki jest mandat misji?
W Polsce tak się nie stało. Premier mimochodem stwierdził we wtorek, że jesteśmy gotowi poprzeć Francję, ale wątpliwości rozwiał rzecznik prasowy MON, Jacek Sońta, który powiedział, że polski samolot i żołnierze rozpoczną działania od 1 lutego…
Póki co, prezydent Francji dziękuje Polsce, choć Francja nie potrzebuje wielu żołnierzy z Unii, ale obecności Europy.
