Koniec roku aż się prosi o spojrzenie wstecz, które będzie okazją do rysowania planów politycznych.
REKLAMA
Najpierw Platforma
Premier odniósł dwa pyrrusowe zwycięstwa. Przepchnął butem zmiany w OFE, ale poniósł przy tej okazji wielkie straty. Połowa ludzi kwestionuje tzw. reformę, bomba będzie tykać w Trybunale Konstytucyjnym, a pieniędzy nie przybędzie, bo kasa z OFE spłaca stare długi.
Drugie zwycięstwo Donald Tusk odniósł w partii. Pozbył się konkurentów – Gowina i Schetyny. Pół biedy z tym pierwszym, bo ten skonsolidował Platformę przeciw sobie. Gorzej ze Schetyną. Wycięto go brudnymi metodami, co jest powszechnie znane i nawet PO tego nie kwestionuje. Tusk może wykreślić z wewnętrznego słownika swojej partii takie słowa jak lojalność czy zaufanie.
Platforma dokonała zmian kadrowych, ale nie pokazała żadnego pomysłu na kolejne 2 lata.
PiS, czyli nic nowego
Pisowcy zastygli w oczekiwaniu na sukces. Na razie samo im rośnie.
Twój Ruch
Zajęci byliśmy ciosaniem nowego formatu partii. Przyszło do niej bardzo dużo nowych ludzi. Wspólnie zaczynamy uprawiać politykę, której wcześniej za dużo nie było: dyskusje, analizy, stanowiska, dyżury poselskie, spotkania z władzami regionalnymi, budowa koalicji na wybory europejskie. Stare nawyki i nowy styl czasami są trudne do pogodzenia. Powstały struktury wojewódzkie i jestem przekonany, że właśnie one, po chrzcie bojowym w wyborach do Parlamentu Europejskiego, będą napędzały partię.
Twój Ruch wyraźnie ulokował się po lewej stronie sceny politycznej, poparł kandydaturę Martina Schulza na stanowisko szefa Komisji Europejskiej i dziś nikt o zdrowych zmysłach nie powinien tej lokalizacji kwestionować.
Nasz program (wersja tekstowa i wersja komiksowa) jest reformatorski i w kilku miejscach zaskakujący. Na pewno stanie się osią sporu, w której Twój Ruch będzie się wyróżniał.
Na koniec kilka słów o SLD
Unikam komentowania działań moich byłych politycznych kolegów, ale ten rok mogą zaliczyć do udanych. Partia się skonsolidowała i zyskała trochę w sondażach. Otwarte pozostaje pytanie, na ile wystarczy paliwa rodem z lat 70-tych i epoki Edwarda Gierka? Na razie nie przeszkadza to komentatorom, którzy chętnie słuchają Leszka Millera, Włodzimierza Czarzastego i innych mniej ważnych aktywistów.
Gdy jednak słyszę nominację do stanowiska premiera w przyszłym rządzie, przypomina mi się pewność siebie Jana Marii Rokity, premiera z Krakowa. Długo przed wyborami bardzo wyraźnie napinał muskuły, tyle, że nigdy nie dowiedzieliśmy się, jakim byłby premierem, bo nim nie był i nigdy nie będzie.
Szef SLD premierem już był. Pamiętamy jakim. I wyborcy przy najbliższej okazji na pewno wezmą to pod uwagę.
