Jeśli nie do końca wiadomo, kiedy zaczyna się przerwa świąteczno-noworoczna dla Polaków mieszkających na Zachodzie, to na 100% wiadomo, kiedy się kończy. W miniony weekend (sobotnie popołudnie i niedziela) podróżowałem samochodem do Brukseli. Najpierw polską A2, później niemiecką. Pierwszy sygnał, że coś się dzieje, można było odczytać w punktach poboru opłat. Pojawiały się kolejki, a wraz z nimi ostrzeżenie, że ta prawdziwa, dochodząca do kilometra, jest na autostradzie wielkopolskiej, tuż przed granicą niemiecką. Potem ruch się tylko zwiększał…

REKLAMA
Trzy pasy niemieckiej autostrady A2, od Berlina do Oberhausen, zajęte były w całości przez samochody osobowe, już porządniejsze niż kiedyś i nie wszyscy kierowcy oszczędzali paliwo. 1/3 z aut była na polskich rejestracjach, liczne na brytyjskich i holenderskich. Wyładowane pod dach i bardzo często z bagażnikiem na dachu. Na stacji benzynowej okazało się, że auta na niemieckich blachach też w większości prowadzą Polacy.
To dopiero była demonstracja potęgi naszej emigracji!
Dedykuję ten obrazek premierowi Cameronowi, który co rusz dostrzega kolejne odsłony zła, jakie czynią polscy emigranci.