Wczorajsze rozmowy telefoniczne z premierem Cameronem zostały entuzjastycznie zrelacjonowane przez polską stronę. Premier i prezes dzielnie "uzyskali zapewnienie, że nie będzie stygmatyzowania Polaków w Wielkiej Brytanii". To dość obce słowo zostało wyciągnięte z lamusa, aby zastąpić "szykanowanie". Z perspektywy brytyjskiej wczorajsze rozmowy wyglądają jednak nieco inaczej…
REKLAMA
Służby prasowe Camerona o rozmowie z prezesem nie wspominają słowem. Z kolei telefon do polskiego premiera relacjonuje dwupunktowy komunikat rzecznika prasowego Downing Street. Punkt pierwszy omawia wspólną politykę wobec gazu łupkowego. Ten drugi, obszerniejszy, w całości cytuje stanowisko brytyjskiego premiera wobec imigrantów z nowych krajów po 2004 roku. Nie pada żadna obietnica zmiany dotychczasowej polityki. Odwrotnie – David Cameron podkreślił, że problem ma charakter europejski i to właśnie Unia winna rozwiązać to, co trapi Brytyjczyków. A trapi obciążanie lokalnych społeczności nowymi beneficjentami! Komunikat kończy okrągłe zdanie – "Rozmówcy postanowili kontynuować dwustronne rozmowy o tym, jak Wielka Brytania i Polska mogą wspólnie pracować, aby lepiej regulować wpływ wewnątrzunijnej migracji na systemy ochrony socjalnej".
W języku dyplomacji oznacza to, że żaden z argumentów Donalda Tuska nie został przyjęty do wiadomości przez brytyjskiego partnera. Używając języka śp. Lecha Kaczyńskiego polski premier usłyszał tradycyjne "Spieprzaj dziadu!".
