Günter Grass wywołał awanturę. Jego poglądy wyrażone w geopolitycznym wierszu "Co musi zostać powiedziane" szokują z dwóch powodów: wiarygodności autora i zupełnej sprzeczności z polityką Niemiec na Bliskim Wschodzie.

REKLAMA
Grass wierszokleta w 85 roku życia, po otrzymaniu Nagrody Nobla i przyznaniu się do służby w SS, próbuje potępić atomową potęgę Izraela, hipokryzję niemieckiej polityki i w ogóle staje po stronie tych, którym jakoby Izrael zagraża.
Od ostatniej poważnej wojny na Bliskim Wschodzie minęło ponad 12 lat. Jeśli nawet Izrael ma broń jądrową, to nigdy groźba jej użycia nie służyła celom ofensywnym. Mało tego, Izrael udowodnił, że nawet czołgi egipskie blisko Jerozolimy w 1973 roku nie spowodowały takiej decyzji. Odwrotnie z Iranem – jeszcze broni nie ma, a już nią Izraelowi grozi. I na tym polega różnica.
Günter Grass wzruszająco pyta w wierszu: "Dlaczego do tej pory milczałem?". I odpowiada: "Bo sądziłem, że moje pochodzenie, związane z nigdy nie dającą się usunąć skazą, zabrania mi wypowiedzieć tę oczywistą prawdę". I ten komunikat zatrważa mnie najbardziej. Gdyby miało się okazać, że myślenie Grassa jest reprezentatywne dla części opinii Republiki Federalnej Niemiec, to będziemy mieć do czynienia z nową jakością. Objawi się wtedy w tym państwie znacząca grupa, która myśli tak jak on, ale do tej pory nie wypowiadała się w imię "nie dającej się usunąć skazy".