Zapomniane nieco klasyczne dzieło "Kamienie na szaniec" nabrało nowego wymiaru, gdy kilka miesięcy temu okazało się, że "Zośkę" i "Rudego" mogło "coś" łączyć. Potraktowałem wtedy sprawę bardzo życzliwie, bo gdyby naprawdę okazało się, że w polskim ruchu oporu trafiali się geje, to zbliżyłoby to nas po prostu do europejskich statystyk. Wkrótce potem sprawa ucichła, ale już zaczyna się druga odsłona walki o czystość bohaterów. Tym razem przez film…
REKLAMA
Reżyser Robert Gliński nakręcił obraz dla młodzieży na kanwie powieści Aleksandra Kamińskiego. Dzieło zostało jednak jeszcze przed prezentacją oprotestowane przez ekspertów i specjalistów z jedynie słusznych kręgów Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Smutnym panom idzie o to, że w filmie podobno pokazano, że młodzież w czasie wojny uprawie seks i jest za mało patriotyczna! O "zboczeniach" sprzed pół roku tym razem komentatorzy nie wspominają, bo reżyser pewnie pozbył się głupich myśli zanim przystąpił do kręcenia filmu. Producenci filmu tłumaczą się, że nic złego nie zrobili, a dodatkowo kopię filmu, jeszcze przed oficjalną premierą, zaprezentowali w Kancelarii Prezydenta!
Cała historia śmierdzi na odległość pisowskim kołtuństwem.
Gdy prezes obejmie władzę, filmy o harcerzach będą zatwierdzać jego harcerze, o Kościele – ojciec dyrektor, o wojnie – żołnierze wyklęci, a o "Solidarności" – sam prezes. W filmach nie będzie seksu, a zwolniony w ten sposób czas wypełnią pieśni patriotyczne i wiersze o miłości do Ojczyzny.
Dobrze, że dyskusja wokół filmu "Kamienie na szaniec" odbywa się teraz. Mamy bowiem rozgrzewkę przed tym, co nas może czekać…
