Zwycięzcy rewolucji w Kijowie zachowują się momentami tak, jakby nie rozumieli, jak trudna i delikatna jest ich sytuacja. Tych wszystkich, którzy im dobrze życzą, najbardziej bolą gole samobójcze. Wczorajsza akcja deputowanego partii Swoboda w publicznej telewizji była po prostu ohydna i głupia.
REKLAMA
Grupka niezadowolonych członków Swobody, na czele z deputowanym Mirosznyczenką, zaatakowała szefa państwowej telewizji i wymusiła jego rezygnację za to, że wyemitował wtorkowe orędzie Putina. Ktoś jednak zajście nagrał i cała Rosja plus pół świata mają teraz używanie.
Było ohydnie, bo z butą zwycięzców i wbrew prawu. Było też głupio, bo jestem przekonany, że Ukraińcy powinni wysłuchać Putina, aby lepiej zrozumieć, z kim mają do czynienia. W końcu polskie telewizje też transmitowały wystąpienie i nikomu nawet nie przyszło do głowy, aby żądać zwolnienia szefa np. TVN-u.
To, co słychać nawet na korytarzach w Brukseli, to pytanie o profil ideowy i polityczny ukraińskiej Swobody. W czasie rewolucji na Majdanie ich homofobia, antysemityzm i westchnienia do banderowskiej przeszłości, były taktownie przemilczane. Teraz będą jednak padać pytania. Jeśli Swoboda nie zmodyfikuje swoich poglądów, problem będzie mieć cała koalicja i rząd Jaceniuka.
Trzecia bardzo ważna sprawa – śledztwo w sprawie zastrzelonych na Majdanie. Panuje tu niezły chaos. Niedawna wypowiedź estońskiego ministra o tym, że snajperzy w Kijowie strzelali do obu stron, a mógł za tym stać "ktoś z nowej koalicji", została podsłuchana i rozpowszechniona przez Rosjan i wprowadziła dużo zamętu. Chciałbym wiedzieć, skąd Estończyk czerpał swoją wiedzę? Sprawa prawie stu zabitych ludzi powinna być objęta kryminalnym śledztwem, które odpowie na kilka pytań. Z jakiej broni strzelano? Skąd padały strzał? I w końcu – kto je oddał?
Jeśli nowe władze w Kijowie uznają, że "jakoś to będzie", to popełnią duży błąd.
