Tę kadencję rozpocząłem z zamysłem rozszerzenia swojego pakietu zainteresowań w Parlamencie Europejskim. Nie oznacza to oczywiście, że zaniedbałem to, czym zajmuję się od dawna, czyli politykę wschodnią oraz Bliski Wschód. Pełniłem funkcję koordynatora mojej frakcji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Euronest, byłem głównym sprawozdawcą wschodniego wymiaru Europejskiej Polityki Sąsiedztwa i współautorem kilkudziesięciu rezolucji na temat krajów Partnerstwa Wschodniego. Sporo czasu pochłaniało mi też kierowanie organizacją European Friends of Israel. Moim zamiarem było jednak wyjście poza schemat tego, czym zajmuje się Komisja Spraw Zagranicznych.

REKLAMA
Mogę powiedzieć trochę przekornie, że w pełni mi się to udało, choć na sam koniec musiałem do tej problematyki wrócić. Oczywiście zdecydowały o tym wydarzenia na Ukrainie, o których - jak powszechnie wiadomo - piszę dużo. Zresztą działalność publicystyczną czy medialną na temat tego, co dzieje się w tym kraju, traktuję jako ważny element pełnienia mandatu. Nie tylko sprawozdania, nie tylko głosowania, wreszcie nie tylko negocjacje, ale przede wszystkim mówienie do ludzi o tym, co się dzieje z perspektywy budowania wrażliwości na sprawy wschodnie w Unii Europejskiej, ale też przekazywania wrażliwości europejskiej i w Polsce, i na Ukrainie.
Co z tych początkowych planów udało się zrealizować?
Jestem zastępcą członka w Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Praw Konsumentów. Mój pierwszy raport, którego byłem sprawozdawcą w imieniu Socjalistów i Demokratów, dotyczył bezpieczeństwa dostaw energetycznych. Przy tej okazji zdałem sobie sprawę, jak wiele polityki można uprawiać w stosunku do niby mało politycznych, ale jednak działających na wyobraźnię tematów. Czy tzw. wrażliwy odbiorca - ognisko domowe i indywidualny konsument - ma być chroniony w czasie kryzysu? Kto ma go chronić, kto ma gwarantować, że w przypadku braków w dostawach gazu nie będą podnoszone ceny? To była taka pierwsza próba i sam się wiele nauczyłem, ale myślę, że z pożytkiem dla wyborców.
Drugi pakiet, który zawojował wyobraźnię i świadomość klasy politycznej oraz naszych wyborców, to Internet - wolność w sieci, szpiegowanie i ochrona danych osobowych. Te właśnie zagadnienia obejmował z pozoru mało kontrowersyjny raport mówiący o tym, jak wolność w Internecie ma wpływać na politykę UE. Pracując wspólnie z posłanką Marietje Schaake z grupy ALDE doszliśmy do wniosku, że wolność w Internecie powinna być jednym z pozytywnych bądź negatywnych kryteriów budowania relacji Unii Europejskiej z krajami trzecimi. Wolność w Internecie to jest coś równie ważnego, a może nawet ważniejszego niż wolność słowa, bo z wolności w Internecie może płynąć wolność słowa. Ten temat był omawiany na wiele różnych sposobów, również w kontekście umowy ACTA - haniebnej próby wprowadzania za zamkniętymi drzwiami kontroli w sieci, w której uczestniczył również polski rząd. Ja należę do skrajnych fundamentalistów - jestem zwolennikiem pełnej wolności internetowej przy regulacjach ograniczonych do niezbędnego minimum.
I last but not least. Gdy udało nam się dokonać rewizji dyrektywy o uznawaniu kwalifikacji zawodowych, w której znalazły się przepisy zrównujące prawa polskich pielęgniarek z tymi, które mają pielęgniarki w całej Europie, odczułem sporą satysfakcję. Resztki szykan, które związane były z naszym wstąpieniem do UE, odchodzą do historii. Rozmawiałem dziś o tym z moją koleżanką z list wyborczych Dorotą Gardias. Oboje mamy wrażenie, że w tej sprawie udało się załatwić coś spektakularnego i bardzo ważnego.