Ludzie traktują TTIP jak cudowne lekarstwo. Jeśli nie uzdrawiające gospodarkę, to dające solidny zastrzyk witamin, tak, aby do prawie zerowego wzrostu europejskiego i ciągle niewielkiego amerykańskiego dodać po obu stronach Atlantyku ok. 0.5% PKB w UE oraz 0.4% PKB w USA do 2027 roku.
REKLAMA
TTIP będzie umową handlową i inwestycyjną o największym zasięgu na świecie jak do tej pory. Można powiedzieć, że pomysł zawarcia porozumienia jest stary jak świat. I nie chodzi tu tylko o redukcję taryf, a głównie o ujednolicenie regulacji, zwiększenie konwergencji przepisów lub nawet wprowadzenie systemu wzajemnego uznawania.
Wkrótce po pierwszych rozmowach zaczęto jednak wyciągać problemy. Francuzi bardzo mocno postawili na to, aby mandat negocjacyjny nie dotyczył praw autorskich i ochrony dóbr kultury (lokalnej kulturowej produkcji europejskiej, a bardziej dosadnie - francuskiej). Amerykanie, jak dobrze dzisiaj wiemy, mieli poważny problem z włączeniem do umowy rynku energetycznego. Niemcy opowiedziały się za wykreśleniem klauzuli arbitrażu inwestycyjnego. I tak dalej, i tak dalej...
To, co wydarzyło się kilka dni temu w Brukseli na szczycie UE-USA jest sygnałem, że można w sytuacji zagrożenia przestać myśleć małostkowo i koniunkturalnie, a pozwolić, by sprawy wielkie dominowały sprawy mniejsze. To jedna z zasług Władimira Władimirowicza Putina, który potrafił doprowadzić do wspólnych konkluzji tak różne interesy jak np. wymienione przed chwilą francuskie i amerykańskie.
Pamiętać trzeba, że sama umowa, która co prawda będzie dużą szansą, nie rozwiąże problemów takich gospodarek, jak Polska. Przede wszystkim - by móc w pełni skorzystać z mniejszych taryf i zniesienia barier, trzeba mieć atrakcyjny produkt, który może zawojować rynek. Wszystko zależy od tego, jak Polska przygotuje się do ewentualnego wejścia w życie TTIP, a i tak wiemy, że największymi beneficjentami będą Niemcy, Wielka Brytanii, Włochy, Francja, czy kraje nordyckie. Korzyści dla słabiej rozwiniętych gospodarek będą mniejsze. Nie zmienia to faktu, że silna pozycja gospodarcza UE w świecie leży także w naszym interesie.
Last but not least, umowa została tak naprawdę „wysadzona w powietrze” w maju ubiegłego roku, kiedy to wybuchł skandal wokół programu masowej inwigilacji elektronicznej Europejczyków prowadzoną przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego - czyli słynna afera Edwarda Snowdena. Trzeba pamiętać, że jeśli nawet dzisiaj mówi się dużo cieplej o TTIP, nie zmienia to faktu, że główny problem związany z podsłuchami nie został rozwiązany. Chociaż - i za to cenię partnerów - rozmawiają oni raczej w zaciszu gabinetów niż przez czołówki gazet.
