Wypowiedź ministra Sikorskiego, w której zażądał stacjonowania dwóch ciężkich brygad na terenie Polski, przeleciała niczym błyskawica przez biurka światowych przywódców. Co prawda nie wiadomo dlaczego dwie, a nie np. trzy, i do tego ciężkie, a nie lekkie, ale żądanie zrobiło mocne wrażenie. Równie wielkie wrażenie wywołały słowa prezesa Kaczyńskiego, który trochę zgodził się z ministrem, ale zażyczył sobie, żeby nie byli to Niemcy.
REKLAMA
Idąc tym tropem, specjaliści analizując żądanie Sikorskiego, zaczęli zastanawiać się, kto właściwie mógłby do Polski przyjechać.
Chyba jednak nie Amerykanie, bo w ich szeregach mogą być homoseksualiści. Ba! Nawet jawni! I do tego żyjący w związkach! Nie, nie, prezes na to nie pójdzie. Szukajmy dalej. Francuzi mają wojsko, ale w Afryce… Poza tym sprzedają okręty Rosjanom. Odpadają. To może Holendrzy? Małe szanse, bo wiadomo – trawka i te sprawy. Włosi sami nie chcą, a Anglicy zdradzili nas w 1939, więc nie zasługują…
Pozostaje zatem jedna armia, która na warunkach wojska zaciężnego, odpowiednio opłacana, być może zgodziłaby się stacjonować w Polsce na stałe. Ma dywizje, brygady, ciężkie i lekkie. To Rosjanie.
Ale czy o to chodziło prezesowi Kaczyńskiemu?
