Emocje, które wywołuje temat marihuany, bardzo utrudniają racjonalne spojrzenie na ten problem. Najpierw obserwacja, która jest poza jakąkolwiek dyskusją. Aktualna polityka walki z narkotykami skompromitowała się i okazała się zupełnie nieskuteczna. Ludzie coraz częściej sięgają nie tylko po marihuanę, ale również po pełen zestaw nielegalnych środków odurzających ze wszystkimi konsekwencjami.

REKLAMA
Jeśli chcemy w Polsce żyć w przeświadczeniu, że prawo do niekarania osób posiadających nieznaczne ilości marihuany na własny użytek załatwia temat, jesteśmy w błędzie. Nikt – ani policja, ani prokuratura, ani sądy – tak naprawdę nie sięga po tę możliwość. Wręcz przeciwnie, jeśli ktoś zostaje złapany, na "wszelki wypadek" zostaje ukarany. Ta kara to bardzo często po prostu więzienie. Hipokryci udają, że nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku, bo ich ta sprawa nie dotyczy. Patrzę na to w inny sposób.
Chciałbym, aby Europejska Inicjatywa Obywatelska o nazwie "Weed like to talk" zmierzająca do harmonizacji przepisów regulujących posiadanie i sprzedaż marihuany stała się przedmiotem dyskusji w nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. W ramach Unii Europejskiej, otwartej struktury, gdzie można bez problemu podróżować, mamy takie kraje jak Holandia i Portugalia, w których w miejsce karania kładzie się nacisk na edukację i leczenie uzależnień. Obok nich jest Polska, Słowacja i Węgry, gdzie karą jest więzienie. Ignorowanie faktu, że ludzie sięgają po marihuanę, oraz potrzeby spojrzenia na praktyczne konsekwencje tego zjawiska, to przejaw hipokryzji i kabotyństwa.
I ostatni element, o którym trzeba powiedzieć wprost. Z danych Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii wynika, że około 80 milionów Europejczyków choć raz w życiu miało styczność z marihuaną! Legalizacja "trawki" wyjmie miliardy dolarów z rąk mafii, która dziś czerpie olbrzymie korzyści z produkcji i dystrybucji marihuany. Te środki trafią do budżetu naszego państwa.