Dzięki tabloidom i panu Migalskiemu, kasa, którą mają do dyspozycji posłowie do Parlamentu Europejskiego, budzi emocje i namiętności. Wszyscy liczą dochody, i słusznie. Ale mało kto liczy wydatki, które nie są już tak transparentne.

REKLAMA
Migalski opisał w swojej książce mechanizm złodziejski, który polega na wyłudzaniu pieniędzy od Parlamentu Europejskiego. Dokonał prezentacji "kanciarza", a nie zbiorowości, w imieniu której rzekomo się wypowiada. Jestem europosłem od 10 lat i nie znałem sztuczek, które tak skrzętnie przedstawił. Zastanawia mnie jednak nie tylko pomysłowość, ale również to nagłe olśnienie posła Migalskiego na koniec kadencji. Zgodnie z obowiązującym w Parlamencie Europejskim systemem mógł przecież obejmując funkcję zrezygnować z pensji europosła na rzecz wynagrodzenia posła do parlamentu krajowego. Z tego, co mi wiadomo nie skorzystał z tej możliwości.

Wydaje się, że nie tylko Migalski doznaje olśnienia na koniec kadencji. Na przykład Konrad Szymański, którego PiS tym razem nie umieściło na swoich listach wyborczych, stwierdził ostatnio, że Parlament Europejski w ogóle nie jest potrzebny...