
Michał Gołaś przynajmniej przez najbliższe dwa dni będzie liderem klasyfikacji górskiej Giro d’Italia. Zapowiada walkę o końcowy sukces i choć droga przed nim długa, już sam fakt zdobycia koszulki to spory sukces!
REKLAMA
Dwunasty etap był drugim w tegorocznym wyścigu dookoła Włoch, na którym Gołaś zabrał się do ucieczki i drugim, gdy dojechał do mety przed peletonem. Poprzednio na mecie był trzeci, wczoraj - dziewiąty. Przy obu okazjach uzbierał na tyle punktów, by objąć pewne prowadzenie w klasyfikacji górskiej. Fakt, kolarze nie jechali jeszcze przez największe wzniesienia, ale wczoraj pokonali cztery premie, w tym jedną całkiem poważną: drugiej kategorii. Główne trudności w walce o koszulkę zawodnika, który najlepiej pokonuje podjazdy dopiero przed zawodnikami. Gołaś, by po nią sięgnąć, będzie musiał zostawić we Włoszech jeszcze wiele zdrowia. Choć nie jest klasycznym “góralem” scenariusz z jego zwycięstwem nie jest wykluczony. Kilka lat temu podobny sukces osiągnął Niemiec Fabian Wegmann, konsekwentnie zabierający się w kolejne ucieczki i regularnie zbierający punkty na premiach.
Czy drugie miejsce Huzarskiego, prowadzenie Gołasia w jednej z klasyfikacji, dobra jazda Szmyda, Bodnara i Kwiatkowskiego (Tomasz Marczyński niestety nie jedzie już w wyścigu) to powód do szczególnego entuzjazmu? Przecież nie wygrywają a “prawdziwe ściganie” zacznie się tak naprawdę dopiero w sobotę, gdy peleton wjedzie w Alpy. A może rację ma Ryszard Szurkowski dewaluując osiągnięcia Polaków mówiąc, że to nic nieznaczące, “darowane przez mistrzów” osiągnięcia?
Przede wszystkim to nowa jakość. “Nasi Kolarze” dostarczają kibicom emocji w wielkim tourze. To zupełnie zmienia optykę, nie muszę już fascynować się świetną jazdą - mimo wszystko anonimowych - zawodników z innych krajów. Co więcej, odpada element frustracji, że o zwycięstwa etapowe walczą Czesi, Białorusini czy Chorwaci a “naszych” nawet nie ma na starcie. Już teraz co przeżyłem, to moje. Zatem: dzięki chłopaki!
Czy są to realnie duże sukcesy? Indywidualnie dla Huzarskiego i Gołasia tak. To najważniejsze dni w ich karierach. Czy obiektywnie są istotne? W całej masie wyników z całego sezonu nieco zginą w tłumie. Gdy o zwycięstwo w wyścigu będzie walczył Basso z Rodriguezem mało kto będzie pamiętał o zawodniku, który przez kilka dni, tydzień wcześniej, wiózł niebieską koszulkę najlepszego górala. Ale trzeba pamiętać o jednym. Choć są to niewielkie sukcesy, wywalczone zostały w gronie absolutnej elity. Jeśli Polacy awansują z grupy podczas Euro 2012, będzie euforia. A przecież nic wielkiego nie ugrają, bo do podniesienia Pucharu droga daleka. Co nie zmienia faktu, że solidnie zaznaczą swoją obecność wśród najlepszych drużyn kontynentu. To właśnie robią “Huzar” i “Goły”: sięgają po swoje niewielkie, ale bardzo cenne sukcesy. I oby tak dalej!
