
Po raz setny kolarze ruszyli dookoła Francji. Oczy wszystkich skierowane są na drużynę Sky. Bez obrońcy tytułu, Sir Bradleya Wigginsa, za to z jego następcą, Chrisem Froomem, Brytyjczycy niczym perfekcyjnie działająca maszyna celują w kolejny sukces. Czy możliwe jest pokonanie ekipy, która działa niczym najbardziej sprawne korporacje? Jeśli tak, to kto i gdzie jest w stanie to zrobić? Przez najbliższe trzy tygodnie nawet ci, którzy na co dzień nie interesują się kolarstwem będą śledzili walkę o żółtą koszulkę. Magiczny Tour de France wystartował.
Dwadzieścia lat temu brytyjskie kolarstwo było mniej więcej na tym poziomie rozwoju co polskie. Nieco historii, kilka przebłysków i nic poza tym. Szereg reform, długoterminowy plan rozwoju, solidne podstawy szkoleniowe i finansowe sprawiły, że obecnie poddani Jej Królewskiej Mości są dominującą siłą w zawodowym peletonie. Z najważniejszych imprez przywożą worki medali, liczą się niemal w każdej odmianie rowerowego sportu: od toru, przez szosę na mtb kończąc. Kulminacją wieloletniego procesu był lipiec 2012, gdy Bradley Wiggins wygrał Tour de France a następnie zdobył olimpijskie złoto.
Pochodzący z Kenii zawodnik, zanim trafił pod skrzydła Dave’a Brailsforda był obiecującym kolarzem jeżdżącym w mniej znanych grupach. Podobno rozwój jego kariery utrudniała choroba pasożytnicza, schistosomatoza, której nawrót trapił go jeszcze w 2012 roku. Dopiero uporanie się z tą przypadłością pozwoliło mu w pełni rozwinąć skrzydła i wejść na najwyższy poziom. Dla sceptyków tempo, w jakim rozwijają się kolarze w Sky jest argumentem na stosowanie przez tę ekipę niedozwolonych praktyk dopingowych. Za plecami Wigginsa i Froome’a pojawia się bowiem kolejny „super pomocnik”, Tasmańczyk Richie Porte, który w tym roku może odegrać podobną rolę, co Kenijczyk rok temu. Tak czy inaczej, ekipa Sky jest w wielu kwestiach wyjątkowa. Jej zawodnicy są jednymi z najszczuplejszych w peletonie, wychudzone sylwetki liderów drużyny budzą w równym stopniu podziw i przerażenie. To również drużyna, która najbardziej ze wszystkich szuka przewagi technologicznej. Stąd zapewne niechęć części kibiców do kolarzy w czarnych strojach. Sky odziera sport z resztek romantyzmu. Zawodnicy tego zespołu jadą niczym roboty, podporządkowani wskazaniom mierników mocy, wsłuchani w polecenia dyrektorów sportowych płynących przez radio z centrum dowodzenia. Wyścig taki jak Tour de France jest zresztą stworzony do szukania tego typu rozwiązań. Dużo bardziej nieprzewidywalne, włoskie Giro i hiszpańska Vuelta utrudniają kontrolę peletonu, zarówno z powodu pogody jak i ekstremalnych trudności spotykanych na trasie. I Froome i Wiggins przekonali się już o tym. We Francji, gdzie mało co może zaskoczyć, zaprogramowanie i zrealizowanie wyrafinowanej strategii jest bardziej możliwe.
Chris Froome podczas przygotowujące do Tour de France wyścigu Criterium International. Niemal cały czas patrzy w urządzenie pokazujące generowaną przez niego moc.
Wygląda na to, że wymiana lidera poszła w Sky bez problemu. Froome wygrywa w tym roku niemal wszędzie, gdzie startuje. Jego pomocnik, Porte bryluje tam, gdzie Froome ma wolne. Pozostali pomocnicy są w szczytowych momentach kariery. Wszystko wygląda niemal perfekcyjnie. Do tego trasa wyścigu powinna preferować lubiącego atakować w górach lidera brytyjskiej drużyny.
Wydawałoby się, że setny Tour de France powinien oferować szczególne fajerwerki. Te jednak ostatnio zapewniają widzom organizatorzy we Włoszech i Hiszpanii. Francuzi postawili na ciekawą, zrównoważoną trasę, stawiając na koncentrację sprawdzonych rozwiązań w miejsce ekstremalnych nowinkek. Pierwszy raz wyścig wystartuje z Korsyki. Peleton spędzi na wyspie trzy ciekawe dni. Od początku będą pagórki, wysokie tempo i walka o koszulkę lidera. Kolumna Tour de France dość wcześnie wjedzie w Pireneje, ale decydujące rozstrzygnięcia nastąpią w Alpach i w Prowansji. Nietypowym rozwiązaniem jest włączenie do programu dwóch najbardziej legendarnych podjazdów w jednym roku. Zawodnicy zmagać będą się zarówno z Mont Ventoux jak i z Alpe d’Huez! Całość wydaje się być wyważona, preferująca kolarzy kompletnych, dobrych i w górach i na czas, bez faworyzowania żadnej z tych specjalizacji. Uwagę zwraca, po raz kolejny, brak bonifikat na metach etapów, co może mieć wpływ na przebieg rywalizacji o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej jak i na powodzenie ucieczek.
Chris Froome (Sky)
****
Alberto Contador (Saxo Tinkoff), Alejandro Valverde (Movistar)
***
Cadel Evans, Tejay van Garderen (BMC), Andy Schleck (Radioshack), Bauke Mollema (Belkin), Joaquim Rodriguez (Kartusha), Richie Porte (Sky)
**
Jurgen van de Broeck (Lotto), Jakob Fuglsang (Astana), Daniel Martin, Andrew Talansky (Garmin), Pierre Rolland (Europcar)
*
Damiano Cunego, Przemysław Niemiec (Lampre), Thibaut Pinot (FDJ), Igor Anton, Mikel Nieve (Euskaltel), Rein Taaramae (Cofidis), Thomas de Gendt (Vacansolei)
01.07, Nicea, jazda drużynowa na czas
06.07, Ax 3 Domaines, pierwszy finisz pod górę, wjazd w Pireneje
14.07, Mont Ventoux, góra-legenda
17.07. Embrun-Chorges – ostatnia jazda indywidualna na czas
18.07. Alpe d’Huez. I to dwa razy!
