Po kilkunastu słabszych miesiącach jeden z najlepszych kolarzy swojego pokolenia wraca do wysokiej formy. Wiosennymi zwycięstwami ustanawia kolejne rekordy i wraca do gry jako jeden z głównych faworytów wyścigów klasycznych. Jego kariera świetnie oddaje sytuację, z jaką mierzą się współczesni sportowcy.
REKLAMA
Tom Boonen, bo o nim mowa ma za sobą kilka sezonów bez spektakularnych zwycięstw. Po mistrzu świata, najlepszym sprinterze Tour de France i zwycięzcy najważniejszych klasyków, liderze czołowej drużyny zawodowego peletonu wszyscy oczekują czegoś więcej niż tylko miejsc na podium. Wygrane w pomniejszych imprezach również nie rekompensują poczucia, że coś dzieje się nie tak.
Na trwającą często kilkanaście lat karierę profesjonalnego sportowca dobrze jest popatrzeć z perspekywty dłuższej niż kilka miesięcy. Parę nieudanych startów nie powoduje, że traci on cokolwiek ze swej klasy. W poszukiwaniu tematów czy newsów chętnie działamy zerojedynkowo. Młody zawodnik wygra ważne zawody - jest przyszłym wielkim mistrzem, następcą legend swojej dyscypliny. Dotychczasowy dominator ma chwilę słabości - odsyłamy go na emeryturę.
Fakt, wraz z komercjalizacją sportu coraz łatwiej sięgać po rekordy. Więcej startów w sezonie to szansa na śrubowanie ilości zwycięstw w pucharze świata. Dokładanie konkurencji na Igrzyskach Olimpisjkich sprzyja multimedalistom. Skoro jest “tak łatwo”, potencjalnego rekordzistę, który minął się z celem traktujemy jak przegranego. A przynajmniej przyjmujemy jego wynik z rozczarowaniem. Nie daj boże, gdy zdobywa srebro lub kończy jako trzeci...
Chudsze lata w karierze Boonena wiążą się z pozasportową częścią jego życia. W latach 2008-2009 miał problemy z kokainą. Testy dopingowe dwukrotnie wykazały obecność narkotyku w jego krwi. Sprawa podobna do tej, która odbiła się na części kariery Jana Ullricha po zażyciu przez niego tabletki extasy w dyskotece ciągnęła się przez wiele miesięcy. Nie wiadomo było czy zostanie zawieszony, gdzie i na jakich warunkach będzie mógł startować. Gdy w końcu uwolniony od dopingowo-narkotykowych problemów Belg zaczął wracać do, przede wszystkim, psychicznej formy, przydażyła się kontuzja kolana (2010) a rosnący w siłę rywale: Fabian Cancellara i Philippe Gibert tylko zwiększali presję.
Przygasającą karierę prawdopodobnie uratował sezon 2011. Pozoronie kolejny z nieudanych, ale “obroniony” wygraną w prestiżowym semi-klasyku Gandawa - Wevelgem. Impreza ta uchodzi za mniej prestiżową niż Paryż - Roubaix czy Dookoła Flandrii, ale jest istotnym wydarzeniem w wiosennym kalendarzu, wyścigiem, który za cel stawia sobie wielu świetnych kolarzy.
Z perspektywy czasu widać, jak pozornie nieudany sezon 2011 pozwolił mu w 2012 wyrównać rekord Eddiego Merckxa pod względem zwycięstw w Gandawa - Wevelgem. Po sutecznym finiszu z niewielkiej grupy Tom Boonen triumfował po raz trzeci w karierze. Potwierdzeniem powrotu na falę wznoszącą jest szósta wygrana w E3 Harelbeke, wyścigu mniej znanym ale równie cenionym. Wyśrubowany rekord będzie trudny do pobicia przez któregokolwiek z obecnie aktywnych kolarzy, zatem na kogoś, kto go zdetronizuje, Boonen może spokojnie czekać do pojawienia się kolejnej generacji zawodników.
Co ważne, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W jego specjalności, czyli wyścigach klasycznych, wygrywać można do “późnej sportowej starości”. Aby nie popełnić błędu, o którym wspominam wyżej, nie napiszę o spekatkularnym odrodzeniu Toma Boonena. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak, że tej wiosny Belg jest w świetnej formie. Nieźle radzi sobie na podjazdach, prezentuje skuteczny finisz. Jego drużyna (Omega Pharma Quick Step) daje mu mocne wsparcie, skutecznie odsiewając najgroźniejszych rywali tak, by lider w końcówce mierzył się z tymi, których jest w stanie pokonać. Nie wiadomo, jak spisze się w nadchodzących “monumentach” i jaką dyspozycję będzie prezentował w dalszej części sezonu ale pewne jest jedno. Jego rywale znów muszą poważnie brać go pod uwagę układając swoją taktykę na najważniejsze wyścigi.
Tom Boonen wygrywa Gandawa - Wevelgem 2012
