Tornado Tom – on znów to zrobił!

Sytuacja gdy faworyt, wielki mistrz potwierdza swoje możliwości i w wielkim stylu wygrywa ważne zawody to szczególna chwila. Dziś Belgijski kolarz, Tom Boonen napisał fragment historii sportu po raz czwarty zwyciężając w wyścigu z Paryża do Roubaix.



Aktualne artykuły o kolarstwie znajdziesz na moim blogu XOUTED.COM - Kolarstwo, Outdoor Pop

To zwycięstwo, tak jak i cała kampania brukowanych "klasyków", którą lider ekipy Quick Step przeprowadził w genialny sposób to dla mnie spora satysfakcja. Od dłuższego czasu wyrażałem wiarę w to, że Boonen po mniej udanych sezonach się odrodzi i trafiłem. Nie sądziłem jednak, że zrobi to w tak spektakularnym stylu. W tym roku wygrał wszystko, co tylko mógł i pobił lub wyrównał kilka cennych rekordów!


Paryż – Roubaix to „kolarstwo w stylu vintage”. Rodzaj reglamentowanego szaleństwa i romantyzmu, które towarzyszyło pionierskim czasom tej dyscypliny. W erze, gdy odwołuje się wyścigi z powodu zbyt dużego deszczu lub za niskiej temperatury, zawodnicy jeżdżą na sprzęcie wykorzystującym kosmiczne technologie i trenują przy użyciu najnowszych zdobyczy fizjologii, raz w roku ci piękni i zadbani celebryci wpuszczani są na teren, gdzie liczą się najczystsze elementy kolarskiego fachu. Carbon pęka, najmniejszy błąd lub chwila nieuwagi kosztuje utratę szans, łamią się koła i przebijają szytki. A do tego trzeba być odważnym i ryzykować.


Tom Boonen, wiedząc, że rywale niechętnie będą z nim współpracować zaatakował na 56km przed finiszem. Przez krótki czas korzystał z pomocy klubowego kolegi a potem zdecydował się na samotną jazdę do mety. W perspektywie miał jeszcze ponad godzinę wysiłku, kilka wymagających, brukowanych sekcji a za plecami silną ekipę faworytów wspieranych przez ich pomocników. Momentami pogoń prowadziło nawet pięciu kolarzy z jednej drużyny (Sky), Boonen na kolejnych kilometrach z trudem zyskiwał kolejne sekundy. Zbliżenia kamery pokazywały wysiłek, który widziałem jedynie podczas ubiegłorocznego Tour de France i słynnego etapu z metą na Galibier. I nigdy wcześniej, choć kolarstwo oglądam od ponad dwudziestu lat…


Na tym tle bledną statystyki (te zamieszczam poniżej). W kolarstwie nie przyznaje się ocen za styl, ale za styl przechodzi się do historii. Nie wiem, czego jest to zasługa, chciałbym wierzyć, że skuteczniejszego systemy antydopingowego, ale od kilkunastu miesięcy oglądam wyścigi, o których tylko czytałem lub ze zdziwieniem oglądałem na filmach dokumentalnych. Tom Boonen każdy z tegorocznych klasyków rozegrał – i wygrał – w inny sposób. Na imprezę, którą otacza największa legenda pozostawił najbardziej spektakularną, efektowną i heroiczną akcję. To wszystko było wielkie, kompletne i poruszające. Mam tylko nadzieję, że za kilkadziesiąt dni nie pojawi się w mediach wiadomość, która zabierze mi cały entuzjazm, jaki tu prezentuję.

Tom Boonen wygrywa Paryż – Roubaix 2012:


Statystyki Toma Boonena:

Wygrane w „klasykach północy”:

Paryż – Roubaix (4, wyrównanie rekordu Rogera de Vlaemincka z lat ’70)
Ronde van Vlaanderen (3, wraz z czterema zawodnikami, którzy już nie startują)
Gandawa – Wevelgem (3, j.w.)
E3 Harelbeke (6, samodzielny rekord)
Jako pierwszy dwukrotnie wygrał Ronde Van Vlaanderen i Paryż – Roubaix w jednym roku (2005, 2012)
Wygrane w czterech najważniejszych brukowanych wyścigów w jednym sezonie (2012):
E3 Harelbeke
Gandawa – Wevelgem
Ronde Van Vlaanderen
Paryż – Roubaix