Zaczęło się gdzieś w okolicach Cedyni. Chociaż nie, już wcześniej. Od Wandy, która nie chciała Niemca. Historia zmagań dwóch nacji, polskiej i niemieckiej ma ponad tysiącletnią historię, a mecze piłkarskie są tylko tych potyczek elementem. Inna sprawa, że ważnym, kto wie, czy nie najważniejszym? Dlaczego tak bardzo elektryzują, dlaczego w kibicowaniu polskiej jedenastce jest coś znacznie więcej niż tylko piłkarskie emocje?
REKLAMA
Każde spotkanie rozbudza nadzieję, że może tym razem damy Szkopom łupnia, bo przecież nigdy nam się nie udało. Przynajmniej na boisku. Prawda? I tu ciekawostka, bo w realnym, normalnym świecie, nie raz i nie dwa Niemcy padali przed nami na kolana. I to dosłownie.
Ale to nam nie wystarcza. To za mało. Byliśmy w Berlinie, skopalismy niemieckie tyłki pod Psim Polem, Płowcami, Grunwaldem. To nasz J23 robił ich w konia, jak chciał, kiedy i gdzie chciał. Nic to jednak, miód na nasze polskie kompleksy musi lać się nieustannie. A miód piłkarski najlepiej leczy.
Mamy bowiem z nimi piłkarski problem, bo nasze przekonanie o wyższości nad żywiołem germańskim (wiadomo, dzicz z teutońskiego lasu) jakoś zgrzyta, gdy jest konfrontowane z futbolowym rankingiem. I jeszcze ta trauma z 1974 roku, gdy w monachijskim deszczu rozmiękły się nasze marzenia i nadzieje. Zasobność sąsiadów zza Odry jakoś przepalamy, porządek, pracowitość - to także sobie dysonansujemy, ale piłkarsko wiadomo - wielka masakra!
Nic nie znaczy, że realnie jesteśmy bez szans. Oni lider piłkarskiego świata, my - wiadomo, ogon! Kto się tym przejmuje? Kiedy to Polak logicznie zastanawiał się nad sensem działania? Pod Samosierrą, wzniecając kolejne, krwawe w ofiary powstania, rozmieniając na drobne etos Solidarności? W naszych duszach od zawsze wszak grało: "Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie!"
Rzecz jasna pocieszamy się, że Niemcy piłkarską potęga są, tak naprawdę, dzięki nam - wiadomo: Klose & Podolski. A jesli nie nam, to różnym innym Turkom i Arabom (cwane, niemieckie, sportowe multi-kulti)
Sport ogniskuje w sobie wszystkie marzenia, kompleksy, nadzieje. Tak jest od zawsze. Tak było, gdy siatkarski team Wagnera dawał łupnia Ruskim, gdy Małysz przeskakiwał innych ponad wszelką miarę, gdy Kulej obijał każdego i wszędzie, gdy rywalki oglądały tylko plecy Szewińskiej, a później Justyny Kowalczyk. Nic tak nie leczy naszego zbolałego polskiego Ego, jak chocby pięć minut sportowego triumfu nad innymi.
I tu jest, trawestując niemieckie przysłowie - da liegt der Hund begraben - pies pogrzebany! Niemcy piłkarsko są dla nas inną galaktyką. Nic tak nie boli jak świadomość niedostępnego Raju. Z psychologicznego punktu widzenia - to, co niedostępne, nieosiągalne - pociąga, przyciąga, wyzwala pragnienia, emocje, czasami irytuje. Jednym słowem - spać po nocach nie daje! I motywuje, strasznie motywuje, gdzieś tam, w głębokiej podświadomości wzywa do działania i zdobycia. Spalenia, zniszczenia, upokorzenia. Freud się kłania, Jung też :)
Cóż tam nasze wzrastające o kilka procent PKB. Cóż znaczy rosnący eksport, rozwój i pozycja Polski w świecie. Danie dzisiaj łupnia Niemcom, to byłoby coś!