Zanim padnie odpowiedź, warto chciwość z tytułu tego postu zdefiniować. Czym zatem ona jest, i czy w nas, Polakach jest jej ponad miarę?
REKLAMA
Chciwość to chęć hedonistycznego posiadania bogactw oraz ich natychmiastowego użycia. A więc chciwością będzie gromadzenie środków tylko po to, by je w natychmiastowy sposób skonsumować. Często bezmyślnie, tak "na już", bez refleksji skierowanej ku przyszłości.
Wielu znawców tej problematyki (filozofów, socjologów, psychologów), szczególnie wywodzących się z kregu kultury judeochrześcijańskiej skłania się ku twierdzeniu, że na przestrzeni czasu, dziejów - chciwość zanika wraz z rozwojem kapitalizmu, bo ten, w swojej, rzecz jasna, zdrowo rozsądkowej formule nakłania do gromadzenia dóbr i oszczędności oraz racjonalnego ich wykorzystywania. Dobrym przykładem idei, pogląd taki formatujących jest protestantyzm z całym swoim kultem roztropności i (także) finansowej przezorności.
Niekoniecznie potwierdzenie dla tej tezy znajdziemy w spostrzeżeniu Owidiusza, która już przed wiekami wieszczył: "w miarę wzrostu bogactw rośnie i chciwość – im więcej kto ma, tym więcej pragnie". Być może, jednak odnosił on swoje refleksje do tego co widział, nie zaś do tego, co niosła przyszłość i ewolucja, także systemów moralnych, etycznych wartości.
Mamy w Polsce kapitalizm, owszem - ale w początkowej fazie, którego cechą charakterystyczną (statystycznie) jest hiperkonsumpcja. Jej podstawy wynikają z głębokiego deficytu pragnienia posiadania i kupowania, jaki przez kilkadziesiąt powojennych lat ukształtował w nas komunizm. Ci, co mają - chcą dzisiaj, od razu używać bogactwa, korzystać z niego, bo nie posiadają jeszcze głęboko zakorzenionego w umyśle frommowskiego przekonania, że "mieć" i "być" są tak naprawdę nierozerwalnie ze sobą sprzężone. "Mam - kupuję", tak to działa. Dzisiaj. Z czasem, pojawi się "mam, mogę kupić, ale nie muszę..." Chwila cierpliwości, fakt, może i liczona latami, ale z czasem pojawią się zgubne dla chciwości; roztropność i opanowanie. Spokojnie.
Dobrze, odnosząc zjawisko chciwości do naszych polskich realiów, zdefiniował je Tacyt: "Chciwość i bezczelność to główne wady możnych". Algorytm jest bowiem prosty - im więcej możnych, tym mniej chciwości. Tak to działa. Na szczęście.
Chciwość, to miłość do czegoś, która wyparła, ba - zastąpiła miłość do kogoś. Z całą pewnością jednak chciwość ma charakter emocjonalny. To nieumiarkowane, często poza logiczne umiłowanie dóbr doczesnych, zdobywanie ich i gromadzenie wiąże się przecież z afektem, jakim jest przywiązanie do nich, graniczące niemal z bałwochwalczym ich uwielbieniem. Wreszcie najważniejsze - "obliczem" chciwości jest to, że samo posiadanie i konsumpcja stają się celem samym w sobie.
Chciwość zabija wszystko, co jest szlachetne i wzniosłe. Stan ten, co bardzo groźne - podważa zaufanie, niweczy u samych podstaw wspaniałość wielu ludzkich postaw (empatii, egalitaryzmu, altruizmu). Chciwość odbiera każdej relacji całą świeżość, ufność i pokładaną w niej nadzieję, czyniąc z niej zimny i nieczuły mechanizm nastawiony na zysk.
Stąd pewnie tak wiele krótkowzrocznych postaw i zachowań wokół nas. Dlatego, że chciwość determinuje nasze działanie, tak niewiele wartościowych relacji, trwałych związków i sojuszy. Pocieszające jest tylko to, co swego czasu zauważył Beniamin Franklin, który formułując rady dla młodych kupców, stwierdził: "obok punktualności i akuratności nic tak nie przyczynia się do szybkiego awansu młodego człowieka w świecie, jak pilność i umiar w korzystaniu z wypracowanych zysków".
Także i Max Weber w swojej Etyce protestanckiej i duchu kapitalizmu, stwierdził, że kultura kapitalistyczna postrzega porzucenie chciwości, a wiec rozsądek i umiar w konsumpcji, nie jako cnotę samą przez się, ale jako wygodny środek do budowania zaufania pracowników. Zaufanie to zaś, jest o wiele cenniejsze od bogactw, gromadzonych dzięki tym pracownikom.
Warto abyśmy wszyscy o tym pamiętali. Bogacąc się, ale rozsądnie i mądrze, tak by w mnogiej liczbie coraz bardziej możnych i zasobnych Polaków utopić chciwość z całym jej fatalnym obliczem.