W ostatnim czasie w mediach oraz internecie sporo się mówi o osiągnięciach liderów mających swoje własne wizje. Podawani są za przykład, służą jako ikony motywacji. Niemal każdego dnia słyszymy też o potrzebie pojawienia się liderów z wizją, w rządzie, systemie edukacji, opiece zdrowotnej, wreszcie w gospodarce i biznesie. Słowo "wizja" przeżywa swój renesans.
REKLAMA
Wizje są potężnymi obrazami myślowymi tego, co pragniemy stworzyć w przyszłości. Są, tak naprawdę, odbiciem tego, na czym najbardziej nam zależy i harmonizują one z naszymi wartościami oraz poczuciem celu. Wizje mają swoje korzenie w rzeczywistości, ale skupiają się na przyszłości, prowadzą do niej, jak dobra, bezpieczna droga. Są jak magnes, który przyciąga. Bez wizji nie ma rozwoju. Jest stagnacja, ba - regres. Bo brak wizji, brak rozwoju oznacza przecież cofanie się, w najlepszym przypadku marazm.
Tworzenie wizji, ich realizacja to coś zdecydowanie więcej niż tylko kreatywnie sformatowany proces intelektualnego myślenia. To umiejętność godzenia tego czym jest "mieć", z tym, co jest "być". To proces bogatego w innowacje zarządzania wszystkim co jest w dyspozycji, połączony z ogromną motywacją, więcej - wiarą w sens tego, co sie robi.
Wizja łączy ludzi. Jednoczy ich i stanowi ogniwo zespalające różnych ludzi, z różnych kultur, o różnych orientacjach i światopoglądach w jednym, skutecznym działaniu. Ludzi skutecznie "zarażeni" wspólną wizją działają z wiekszą odpowiedzialnością, zaangażowaniem, motywacją. To właśnie oni rzucają wyzwania utartym konwencjom, schematom i stereotypom. Oni przełamują fale.
Każda grupa ludzi jest w stanie stworzyć wspólną wizję. Każde wyzwanie może być przedmiotem wizji. Wspólna wizja ma swoje zastosowanie wszędzie tam, gdzie istnieje potrzeba zmian. Trzeba tylko taką potrzebę dostrzeć, odczuć. No i potrzebny jest lider. Ktoś, kto zdefiniuje kierunek, wzbudzi nasze zaufanie, za kim podążymy.
W Polsce brakuje wizjonerów, brakuje wizji. Na dzisiaj - tak. To prawda. Jednak jedno, co pocieszające - to fakt, iż coraz mocniej, coraz bardziej wielu zaczyna odczuwać dyskomfort "starego systemu" i pragnie zmiany. Już wiemy, że dzwonią, choć jeszcze nie potrafimy wskazać, w którym kościele. Zmiana jednak nadciąga. Nadchodzi czas nowych liderów, wizji oraz wyzwań. Nie ma już pytanie "czy?". Jest wyłącznie kwestia "kto?" i "kiedy?"