Utarło się już takie powiedzenie, po stokroć powtarzane w mediach, necie i wielu rozmowach, że dobrze by się stało, gdybyśmy dorobili się polskiej Nokii. To miałby być dowód na innowacyjność i przebojowość polskiej przedsiębiorczości, gospodarki i w ogóle biznesu. Nokia zdaje się wyznacznikiem tego co zawiera się w słowie sukces, i ów fiński brand podawany jest za wzór, jak prowadzić sprawy biznesu, aby było dobrze.

REKLAMA
Tymczasem, ani Nokia nie jest wcale tak silną marką, jak powszechnie się uważa, ani jej przykład wcale nie jest taki wzorowy. Oto bowiem w zestawieniu najbardziej innowacyjnych, kreatywnych i przebojowych marek świata, Nokii na próżno szukać. Poprzez złe strategie zarządzania, liczne błędy jej managementu przeżywa spore kłopoty. Ba, staje sie nawet powoli synonimem zmarnowanego potencjału, jest podawana za przykład marki, która przespała kluczową dla swojej branży chwilę (kurs na tabletyzację telefonów) Tak więc życzenie, abyśmy dorobili się polskiej Nokii jest w zasadzie winszowaniem nam kłopotów i trosk.
Wcale nie musimy poszukiwać w odległej i mroźnej Finlandii przykładów dobrej biznesowej roboty. Jeśli już kompleksy i typowo polska (bardzo często) zawiść nie pozwalają przywołać rodzimych firm i marek, które można bez dwóch zdań nazywać udanymi, wystarczy spojrzeć na naszych południowych sąsiadów.
Czesi potrafili, choć czesto naśmiewamy się z nich, w kontekście piwa, knedli i wojaka Szwejka, zbudować markę, która zawojowała już cały cywilizowany świat, a w każdym bądź razie znaczną jego część. Mam na myśli Skodę.
Ta istniejąca już w komunistycznych czasach marka, będąca jeszcze 20 lat temu synonimem obciachu, dzisiaj jest doskonałym przykładem tego, jak dobrze i skutecznie zarządzać wizerunkiem firmy oraz jej potencjałem.
Mieliśmy przecież i my swoje FSO, te wszystkie lansoy, nubiry i leganzy. Dzisiaj pozostało z tego sporo złomu na drogach. Tymczasem..., no właśnie. Czesi odnieśli sukces, mądrze kooperując z Niemcami, współpracując z nimi do prowadzili do powstania globalnie pozytywnego wizerunku tego co czeskie. W każdym bądź razie w motoryzacji tak już jest.
Niby i my, mamy nasze Solarisy, to prawda. Tylko trudno jest uznać je za brand, powszechnie kojarzący się z tym, co dobre, i tym co polskie. Przy całym szacunku do działań rodziny Olszewskich, Solaris to marka niszowa, więcej niż dobra, ale nie jest znaną. Jej skojarzenie z Polską sa też dosyc słabe. I wcale to nie zarzut, tylko wzierunkowy fakt.
Jest w Polsce ogromny potencjał na to, abyśmy mieli naszą Skodę, naszego Boscha czy rodzimego Samsunga. I nie ma w tym wcale, nawet grama przesady. Owszem, to ciężka praca, ale możliwa do efektywnego wykonania. Warto jednak, już na samym poczatku drogi do takiego sukcesu znaleźć dobry, właściwy punkt odniesienia. Przykład, który będzie dobrze promieniował, motywował, inspirował. Szukajmy go mądrze. Tak jak Czesi. Chociaż raz weźmy z nich przykład. Taka rada ;)