Dwadzieścia lat temu korporacja stanowiła gwarancję lepszego funkcjonowania Polaków w nowej rzeczywistości. Przede wszystkim wprowadzała kulturę biznesową i profesjonalne zarządzanie, które w czasach PRL-u było fikcją. Czym jest dzisiaj korporacja? Czy nie ma już entuzjazmu i to miejsce kojarzymy z ideologiczną fabryką?
REKLAMA
Ten wpis zaliczyłem do kategorii "Pieniądze", bo tak naprawdę dotyka głównie tej sfery życia. Naczelny cel korporacji, każdej działalności gospodarczej to zarabianie pieniędzy i to jest zrozumiałe, a ten, kto tego nie rozumie, to niech przestanie czytać książki, oglądać telewizję i chodzić do teatru.
Problem pojawia się przy próbie rozgraniczenia podmiotów działających komercyjnie. Dzisiaj mamy do czynienia z tzw. dużym biznesem czyli globalną marką i resztą większych oraz mniejszych graczy. Niestety ten pierwszy uczestnik ludzkiego życia zaczyna mieć coraz większy wpływ na nasze losy i sposób myślenia.
Ktoś powie, wiemy o tym i nigdy nie unikniesz dotyku tzw. "systemu" czy "wielkiego brata". Jednak przy pełnej akceptowalności postaw oportunistycznych czy elastycznych w tzw. niefundamentalnych kwestiach, firma chce nas zmusić do bycia żywym odzwierciedleniem jej misji i strategii.
Dobrym przykładem takiej kontroli są tzw. social media, które w przypadku arabskich powstań spełniły swoją rolę i generalnie doceniam ten wynalazek (sam promuję swoje teksty) w kontekście jednoczenia społeczności wokół słusznych spraw. Mam zastrzeżenia co do kreatywności większości ludzi korzystająch z tej formy komunikacji. Przypomina to śmietnik, gdzie ciężko znaleźć coś ciekawego. Wciąż wierzę w prawdziwą imprezę i szczere wyznania na balkonie lub kuchni :)
Wracając do tematu, niestety wielki biznes wyczuł nowe możliwości i mocno namawia Ciebie do korzystania np. z Facebooka, bo możesz coś ciekawego napisać o miejscu pracy, sprzedać pomysł, a jako rozsądny pracownik, nie zdradzisz swoich faktycznych odczuć. Będziesz działał politycznie i fałszywie promował "pozytywny" klimat w pracy. "Dyskusja" bedzie jałowa i wymuszona, ale oficjalne komentarze trafią do pozostałych zatrudnionych i klientów.
Innym problemem, który dotyka dzisiajszą korporację jest kwestia dokapitalizowania i podnoszenia poziomu kompetencji, a ograniczania kosztów. Środek ciężkości przechodzi na rzecz wynajmowanych ludzi do konkretnego zadania bez faktycznego budowania relacji człowieka z firmą. Outsourcing zabija motywację i niestety z punktu widzenia krótkowzrocznych oszczędności zaczyna dominować w sposobie zarządzania. Gdzie się podziała wyobraźnia i inwestycja np. w zawód Konsultant Contact Center? Taki pracownik chce być wynagradzany adekwatnie do umiejętności, ale mieć poczucie bezpieczeństwa, co sprawi, że będzie lojalny i przekonany do firmy czytaj będzie świadomie i szczerze polecał kompanię.
Kolejna sprawa to kadra menadżerska, która zupełnie nie wpisuje się w możliwą do zrealizowania relację zysk pracodawcy - satysfakcja Klienta i Pracownika. Dzisiejszy statystyczny menago to człowiek w którego sterylnym domu nie odnajdziesz książek, chyba, że przewodniki o zarządzaniu pisane dla kretynów oraz delikatnie dotykające zagadnień psychologii (oczywiście pewne metody niestety działają na pewnych ludzi), to osoba kochająca gadżety i rozmowy o pieniądzach oraz przekonana o wyższości nad podległymi. W tym przypadku działa w szerszej perspektywie zdradliwy mechanizm o nieomylności hierarchii. Zupełnie nie zauważa się czerpania korzyści z wiedzy pracowników i otwartych dyskusji przy jednoczesnym docenianiu ludzi pracującym w firmie. Mam na myśli autentyczne wytworzenie poczucia wartości. Gdzieś zanikł model menadżera z autorytetem skupionego na zadaniach, ale posiadającego wszechstronną wiedzę o procesach zachodzących w dzisiejszym świecie. To w większości przypadków powoduje, że taki szef nie umie rozmawiać z pracownikiem, ma problem z wejściem na odpowiednią płaszczyznę. Brakuje nutki intelektualnej :(
Podsumowując, coś się popsuło i gdzieś w zapomnienie idzie klasa (transparent na meczu Arsenal - MC), a częściej zaczyna dominować wyrafinowana propaganda. Ryba psuje się od głowy i z pewnością nie akceptuję ofiar Krakowskiego Przedmieścia zainfekowanych nienawiścią i pozbawionych umiejętności dokonywania rzeczywistej oceny sytuacji, ale również w przestrzeni publicznej politycznych i korporacyjnych cwaniaków, którzy dbają o gest, a nie o faktyczne działanie na rzecz innych. W Europie już robi się nerwowo i socjalnie, a czasem radykalnie...
Problem pojawia się przy próbie rozgraniczenia podmiotów działających komercyjnie. Dzisiaj mamy do czynienia z tzw. dużym biznesem czyli globalną marką i resztą większych oraz mniejszych graczy. Niestety ten pierwszy uczestnik ludzkiego życia zaczyna mieć coraz większy wpływ na nasze losy i sposób myślenia.
Ktoś powie, wiemy o tym i nigdy nie unikniesz dotyku tzw. "systemu" czy "wielkiego brata". Jednak przy pełnej akceptowalności postaw oportunistycznych czy elastycznych w tzw. niefundamentalnych kwestiach, firma chce nas zmusić do bycia żywym odzwierciedleniem jej misji i strategii.
Dobrym przykładem takiej kontroli są tzw. social media, które w przypadku arabskich powstań spełniły swoją rolę i generalnie doceniam ten wynalazek (sam promuję swoje teksty) w kontekście jednoczenia społeczności wokół słusznych spraw. Mam zastrzeżenia co do kreatywności większości ludzi korzystająch z tej formy komunikacji. Przypomina to śmietnik, gdzie ciężko znaleźć coś ciekawego. Wciąż wierzę w prawdziwą imprezę i szczere wyznania na balkonie lub kuchni :)
Wracając do tematu, niestety wielki biznes wyczuł nowe możliwości i mocno namawia Ciebie do korzystania np. z Facebooka, bo możesz coś ciekawego napisać o miejscu pracy, sprzedać pomysł, a jako rozsądny pracownik, nie zdradzisz swoich faktycznych odczuć. Będziesz działał politycznie i fałszywie promował "pozytywny" klimat w pracy. "Dyskusja" bedzie jałowa i wymuszona, ale oficjalne komentarze trafią do pozostałych zatrudnionych i klientów.
Innym problemem, który dotyka dzisiajszą korporację jest kwestia dokapitalizowania i podnoszenia poziomu kompetencji, a ograniczania kosztów. Środek ciężkości przechodzi na rzecz wynajmowanych ludzi do konkretnego zadania bez faktycznego budowania relacji człowieka z firmą. Outsourcing zabija motywację i niestety z punktu widzenia krótkowzrocznych oszczędności zaczyna dominować w sposobie zarządzania. Gdzie się podziała wyobraźnia i inwestycja np. w zawód Konsultant Contact Center? Taki pracownik chce być wynagradzany adekwatnie do umiejętności, ale mieć poczucie bezpieczeństwa, co sprawi, że będzie lojalny i przekonany do firmy czytaj będzie świadomie i szczerze polecał kompanię.
Kolejna sprawa to kadra menadżerska, która zupełnie nie wpisuje się w możliwą do zrealizowania relację zysk pracodawcy - satysfakcja Klienta i Pracownika. Dzisiejszy statystyczny menago to człowiek w którego sterylnym domu nie odnajdziesz książek, chyba, że przewodniki o zarządzaniu pisane dla kretynów oraz delikatnie dotykające zagadnień psychologii (oczywiście pewne metody niestety działają na pewnych ludzi), to osoba kochająca gadżety i rozmowy o pieniądzach oraz przekonana o wyższości nad podległymi. W tym przypadku działa w szerszej perspektywie zdradliwy mechanizm o nieomylności hierarchii. Zupełnie nie zauważa się czerpania korzyści z wiedzy pracowników i otwartych dyskusji przy jednoczesnym docenianiu ludzi pracującym w firmie. Mam na myśli autentyczne wytworzenie poczucia wartości. Gdzieś zanikł model menadżera z autorytetem skupionego na zadaniach, ale posiadającego wszechstronną wiedzę o procesach zachodzących w dzisiejszym świecie. To w większości przypadków powoduje, że taki szef nie umie rozmawiać z pracownikiem, ma problem z wejściem na odpowiednią płaszczyznę. Brakuje nutki intelektualnej :(
Podsumowując, coś się popsuło i gdzieś w zapomnienie idzie klasa (transparent na meczu Arsenal - MC), a częściej zaczyna dominować wyrafinowana propaganda. Ryba psuje się od głowy i z pewnością nie akceptuję ofiar Krakowskiego Przedmieścia zainfekowanych nienawiścią i pozbawionych umiejętności dokonywania rzeczywistej oceny sytuacji, ale również w przestrzeni publicznej politycznych i korporacyjnych cwaniaków, którzy dbają o gest, a nie o faktyczne działanie na rzecz innych. W Europie już robi się nerwowo i socjalnie, a czasem radykalnie...
Poniżej (w mojej ocenie) najlepszy speech a propos przekonywania do kupowania pewnych "idei". Trudno temu panu nie uwierzyć, ale czy mu wierzycie? W korporacjach tacy geniusze należą do mniejszości. Poziom komunikatu spadł poniżej zera.
