
Wynik z Pekinu coraz bardziej oddala się od naszych Olimpijczyków. Pani Minister Joanna Mucha stwierdziła, że ostrzegała przed igrzyskami w Londynie. Oświadczenie złożone przez osobę, która odpowiada za polski sport budzi jednocześnie mój gniew i rozbawienie. Wyobraźmy sobie, że prezes dużej firmy telekomunikacyjnej mówi, że wiedział o stracie 5 milionów klientów i spokojnie informuje o tym radę nadzorczą.
REKLAMA
Powołano projekt "Polska-Londyn 2012", który jak większość papierowych inicjatyw okazał się pustym hasłem. Biorąc pod uwagę czynnik szczęścia, dyspozycję dnia, formę rywali, to jeden medal po sześciu dniach olimpiady można nazwać porażką polskiego sportu.
Nie jestem specjalistą w żadnej dyscyplinie w której startowali Polacy, ale gołym okiem pasjonata i kibica Polski można śmiało stwierdzić, że świat nam ucieka.
Związki sportowe, które skupiają wciąż tych samych ludzi, pozbawione zdrowego i nowoczesnego finansowania nie są w stanie wychować i przygotować ekipy, która będzie gotowa przyjechać na wielką imprezę i zdobyć kilkanaście medali. Wszyscy znamy przyczyny, zastanawia mnie coś jeszcze innego. Oglądając występy badmintonistów, pływaków i florecistów odniosłem wrażenie, że brakuje genu zwycięstwa pozwalającego osiągnąć maksymalną formę w konkretnym czasie. Wszystko jest w stylu - "zaczęło się dobrze, ale dalej było już tylko gorzej". Zdaję sobie sprawę, że start w danej konkurencji, to szereg innych niezależnych od zawodnika elementów, ale brakuje mi w naszych sportowcach jednego, niezwykle istotnego - automatyki w działaniu czyli tłumienia emocji. To niestety decyduje w kluczowych momentach spychając na dalszy plan samo przygotowanie sportowe. Przegrywamy gdzieś w głowach.
W oddzielnej grupie umieściłbym Agnieszkę Radwańską. Ona już trochę pograła na wysokim poziomie. Przełamała fatum czyli wspomniany czynnik stresu z cyklu: "jestem już blisko" i doszła do finału na kortach Wimbledonu. W turnieju olimpijskim zobaczyłem tenisistkę bez życia i charakteru profesjonalisty. Tego nie potrafię zrozumieć.
Zgodnie z logiką, wyjątkiem pozostają siatkarze. Poukładany związek, wierny i odpowiedzialny sponsor, mocne kluby, wyjątkowy trener (swoją drogą w PZPS nikt nie ma kompleksów i twardo stawia na zagranicznego fachowca) oraz grupa zdolnych i odpornych psychicznie ludzi. Bawiąc się w prognozy, to nie przewiduję złota dla Naszych, ale medal. Gdzieś Amerykanie, Brazylijczycy mogą stanąć nam na drodze. Mimo to, dla mnie siatkarze mają to, czego brakuje innym.
Tytuł wpisu, to "RED ALERT". Alarm dotyczy całego polskiego sportu, ale pucharowe występy reprezentantów mojej ukochanej dyscypliny potwierdzają, że największy problem mamy z piłkarzami. To już nie jest przeciętność, tylko dno!!!
Śląsk Wrocław już przeszedł do historii jako najsłabszy MP w dziejach, Zygmunt Krok (Solorz) jako największy cwaniak w polskim biznesie. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że piłkarze z Dolnego Śląska zrobili dowcip i wygrali ligę, co zaskoczyło nawet samego Pana Oresta, ale przede wszystkim typowego polskiego biznesmena, który od samego początku nie był zainteresowany sukcesem sportowym. Dalej zgodnie z tradycją było już tylko gorzej, w eliminacjach wystąpił bardzo słaby zespół, pozbawiony jakichkolwiek umiejętności, tego nie można było oglądać (przy okazji, ktoś chciał Milę i Kaźmierczaka na Euro), Mistrz Polski obnażył "siłę" polskiej ligi i "rozbił" w pierwszych minutach plany taktyczne mistrza Szwecji. Zamiast się bronić, musieli atakować i strzelić trzy bramki. Pytam, co musi zrobić Pan Platini, aby polski zespół zagrał w LM? Łatwiej już nie można. Dzikiej karty nie załatwi naszym klubom.
Lech i Ruch, to również potwierdzenie, że w polskiej piłce nie dzieje się nic, co pozwoli spokojnie patrzeć w przyszłość. Faza grupowa Ligi Europy miały być standardem, a mam wrażenie, że w tym roku już zrobiliśmy dwa kroki w tył.
Natomiast Legia stoi w miejscu, ma jeszcze szansę na kolejną rundę, ale z tym materiałem nie jest w stanie powalczyć o coś więcej. Fajnie, że postawiono na młodzież, Wolski i Żyro wypalili, Łukasik, Furman nie robią na mnie wrażenia, nawet w meczu sparingowym z BvB, w którym powinni wykazać się odważnymi zagraniami (na to zwracają uwagę w szkółce FCB, ważne co chcesz zrobić, a nie jak to zrobisz) zagrali bez błysku. Polityka zaciskania pasa w stołecznym klubie uczyni z Legii jedynie solidny organizm w polskiej szarej rzeczywistości. Marzyłem o czymś więcej.
Kolejny raz wszystko kończy się krytyką i brakiem perspektyw na poprawę, ale jak można inaczej. Chciałbym znaleźć światło w tunelu i napisać o tym.
Nie jestem specjalistą w żadnej dyscyplinie w której startowali Polacy, ale gołym okiem pasjonata i kibica Polski można śmiało stwierdzić, że świat nam ucieka.
Związki sportowe, które skupiają wciąż tych samych ludzi, pozbawione zdrowego i nowoczesnego finansowania nie są w stanie wychować i przygotować ekipy, która będzie gotowa przyjechać na wielką imprezę i zdobyć kilkanaście medali. Wszyscy znamy przyczyny, zastanawia mnie coś jeszcze innego. Oglądając występy badmintonistów, pływaków i florecistów odniosłem wrażenie, że brakuje genu zwycięstwa pozwalającego osiągnąć maksymalną formę w konkretnym czasie. Wszystko jest w stylu - "zaczęło się dobrze, ale dalej było już tylko gorzej". Zdaję sobie sprawę, że start w danej konkurencji, to szereg innych niezależnych od zawodnika elementów, ale brakuje mi w naszych sportowcach jednego, niezwykle istotnego - automatyki w działaniu czyli tłumienia emocji. To niestety decyduje w kluczowych momentach spychając na dalszy plan samo przygotowanie sportowe. Przegrywamy gdzieś w głowach.
W oddzielnej grupie umieściłbym Agnieszkę Radwańską. Ona już trochę pograła na wysokim poziomie. Przełamała fatum czyli wspomniany czynnik stresu z cyklu: "jestem już blisko" i doszła do finału na kortach Wimbledonu. W turnieju olimpijskim zobaczyłem tenisistkę bez życia i charakteru profesjonalisty. Tego nie potrafię zrozumieć.
Zgodnie z logiką, wyjątkiem pozostają siatkarze. Poukładany związek, wierny i odpowiedzialny sponsor, mocne kluby, wyjątkowy trener (swoją drogą w PZPS nikt nie ma kompleksów i twardo stawia na zagranicznego fachowca) oraz grupa zdolnych i odpornych psychicznie ludzi. Bawiąc się w prognozy, to nie przewiduję złota dla Naszych, ale medal. Gdzieś Amerykanie, Brazylijczycy mogą stanąć nam na drodze. Mimo to, dla mnie siatkarze mają to, czego brakuje innym.
Tytuł wpisu, to "RED ALERT". Alarm dotyczy całego polskiego sportu, ale pucharowe występy reprezentantów mojej ukochanej dyscypliny potwierdzają, że największy problem mamy z piłkarzami. To już nie jest przeciętność, tylko dno!!!
Śląsk Wrocław już przeszedł do historii jako najsłabszy MP w dziejach, Zygmunt Krok (Solorz) jako największy cwaniak w polskim biznesie. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że piłkarze z Dolnego Śląska zrobili dowcip i wygrali ligę, co zaskoczyło nawet samego Pana Oresta, ale przede wszystkim typowego polskiego biznesmena, który od samego początku nie był zainteresowany sukcesem sportowym. Dalej zgodnie z tradycją było już tylko gorzej, w eliminacjach wystąpił bardzo słaby zespół, pozbawiony jakichkolwiek umiejętności, tego nie można było oglądać (przy okazji, ktoś chciał Milę i Kaźmierczaka na Euro), Mistrz Polski obnażył "siłę" polskiej ligi i "rozbił" w pierwszych minutach plany taktyczne mistrza Szwecji. Zamiast się bronić, musieli atakować i strzelić trzy bramki. Pytam, co musi zrobić Pan Platini, aby polski zespół zagrał w LM? Łatwiej już nie można. Dzikiej karty nie załatwi naszym klubom.
Lech i Ruch, to również potwierdzenie, że w polskiej piłce nie dzieje się nic, co pozwoli spokojnie patrzeć w przyszłość. Faza grupowa Ligi Europy miały być standardem, a mam wrażenie, że w tym roku już zrobiliśmy dwa kroki w tył.
Natomiast Legia stoi w miejscu, ma jeszcze szansę na kolejną rundę, ale z tym materiałem nie jest w stanie powalczyć o coś więcej. Fajnie, że postawiono na młodzież, Wolski i Żyro wypalili, Łukasik, Furman nie robią na mnie wrażenia, nawet w meczu sparingowym z BvB, w którym powinni wykazać się odważnymi zagraniami (na to zwracają uwagę w szkółce FCB, ważne co chcesz zrobić, a nie jak to zrobisz) zagrali bez błysku. Polityka zaciskania pasa w stołecznym klubie uczyni z Legii jedynie solidny organizm w polskiej szarej rzeczywistości. Marzyłem o czymś więcej.
Kolejny raz wszystko kończy się krytyką i brakiem perspektyw na poprawę, ale jak można inaczej. Chciałbym znaleźć światło w tunelu i napisać o tym.
P.S. Szacunek dla człowieka o nazwisku Phelps. Jednego dnia przegrał złoto, drugiego nastąpiła mobilizacja i przeszedł do historii, a za moment rewelacyjnie popłynął w kolejnej konkurencji. Chyba nikt nie dominuje, tak długo...
Moja pierwsze świadome Igrzyska:
