W Katalonii, w całej Hiszpanii sytuacja na rynku pracy jest bardzo trudna i w sferze zawodowej moi Katalońscy Bracia nie mają powodów do radości. Jednak miłość do klubu i umiejętność odnajdywania jasnej strony życia sprawia, że radzą sobie w trudnych momentach. Na dowód tego, przypominam wywiad, który przeprowadziłem z Josepem, człowiekiem kochającym Barcelonę ponad życie.
REKLAMA
W październiku 2006 roku pojawiła się kolejna okazja odwiedzenia Katalonii. To była prawdziwa uczta dla sympatyka tego regionu. Zaproszenie przyszło od dwójki Polaków, którzy mieszkają w małym miasteczku pod Barceloną o nazwie Breda (nie mylić z Holandią). Otóż nasi gospodarze poznali przemiłego człowieka, który przypominał Dustina Hoffmana i należał do fanklubu Barcelony – socios. Josep zaprosił nas na mecz Barcelona – Sevilla, wtedy jako kibic osiągnąłem szczyt szczytów. Prawie sto tysięcy ludzi śpiewających hymn Barcy oraz dwie bramki geniusza futbolu Ronaldinho. Ponadto wspaniała uczta przy zachodzącym słońcu nad Tossa del Mar, to wszystko sprawia, że w takie miejsca chce się wracać i przeżywać futbol razem z Katalończykami. Po powrocie poprosiłem Josepa o krótki wywiad, który mógłby po części oddać duszę kibica Barcy.
M: Jesteśmy po Gran Derbi. Padł remis w tym najważniejszym dla Katalończyka meczu sezonu. Jak oceniasz ten mecz?
J: Przede wszystkim przed meczem myśleliśmy, żeby dokuczyć Madrytowi. Jesteśmy zadowoleni z przebiegu meczu. Oni stracili 3 punkty, my zyskaliśmy jeden.
M: Czym dla Ciebie jako kibica i Katalończyka jest mecz przeciwko Realowi?
J: Jest to jeden z najważniejszych meczy w roku. Dla nas to mecz Hiszpania-Katalonia.
M: Kim byli Twoi rodzice?
J: Moi rodzice Joseph i Nuria, oboje pochodza z Bredy, tak jak moi dziadkowie i pradziadkowie. Moi rodzice od zawsze zajmowali się cerámica. Moj ojciec i jego starszy brat Ramon zalożyli w 1952 r. rodzinny warsztat ceramiczny i pracowali w nim przez cale zycie. Moja mama rownież pracowala w warsztacie ceramicznym. Pierwszy sklep z cerámica w Bredzie należal do rodziny Samon, kojażonej bardzo z Bredą i ceramica.
M: Kto w domu u młodego Josepa budował tożsamość narodową?
J: Mój ojciec i mój wujek Ramon - wielki kulturalny wojownik przeciwko ' franquismo' (dyktaturze Franco) i 'espanolismo' (obowiązkowemu wprowadzaniu kultury i języka hiszpańskiego).
M: Jak to jest być prawdziwym Katalończykiem? Co różni Was od reszty?
J: Żyć, myśleć, mówić, pisać, bawić się i pracować PO KATALOŃSKU. Jesteśmy inni od Hiszpanów, ani gorsi, ani lepsi. Po prostu inni.
M: Czy jest coś czego nie lubisz w swoich rodakach?
J: Tak, wiele rzeczy. Najważniejsza z nich to "SENY CATALAN" - bycie zawsze bardzo racjonalnym, zawsze wszystko musimy przemyśleć, zastanowić się nad konsekwencjami. Ja nie.
M: Opowiedz o swoim pierwszym meczu na Camp Nou. Jak wspominasz dzień, w którym pierwszy raz zasiadłeś na trybunach stadionu FC Barcelona?
J: Pierwszy mecz Barcy na żywo obejrzałem poza Katalonią. Było to w Hiszpanii, w Granadzie w Andaluzji. Miałem 8 lub 9 lat i byliśmy wtedy z rodzicami na wakacjach. Gdy po raz pierwszy oglądałem FCB w Barcelonie miałem 9 lub 10 lat . Wynik meczu: Barca - 1, Madryt - 0. Siedziałem wtedy na trybunach z moim ojcem.
M: Jaki wpływ na Twoje życie ma polityka?
J: W młodości - 15/30 lat - był to bardzo poważny wpływ - im byłem młodszy, tym większy. W młodości - kobiety, Barca i polityka.
M: Jak określisz swoje poglądy? Jesteś prawicowcem czy socjalistą (może użyjesz innego opisu swoich poglądów)?
J: Niepodległościowiec z lewicy, socjaldemokrata.
M: Czy chciałbyś, aby Katalonia uzyskała pełną niepodległość? Dlaczego nie czujecie jako Katalończycy żadnej więzi z Hiszpanią?
J: Tak, pewnego dnia będziemy niepodlegli. Nie czujemy się Hiszpanami tak samo jak nie czujemy się Portugalczykami, Francuzami czy Włochami. Jesteśmy KATALOŃCZYKAMI.
M: Jaki jest Twój stosunek do mieszkańca Madrytu?
J: Zawsze traktowałem i będę traktował Hiszpanów z Madrytu, Sewilli, Valladolid itd. z szacunkiem. Zawsze jeśli oni będą szanowali mnie.
M: Czy gdy miało dojść do wojny o niepodległość Katalonii, to ruszyłbyś w bój przeciwko Hiszpanom? Jakie uczucia towarzyszyłyby Tobie w takiej chwili?
J: Zawsze wierzyłem w dialog. Myślę, że rozmawiając ludzie są w stanie się porozumieć. Nie jestem zwolennikiem przemocy, podzielam pogląd "viv i deixa viure" - "żyj i pozwól żyć". Jako demokrata myślę, że niepodległość Katalonii osiągniemy drogą powszechnego głosowania. Zażąda tego naród razem z klasą polityczną.
M: Odwrócę trochę sytuację. Czy choć trochę identyfikujesz się z Królestwem Hiszpanii? Czy w przypadku zagrożenia broniłbyś Hiszpanii? Jak wyobrażasz sobie taką sytuację?
J: NIE!!! Skoro kwestionuję walkę w obronie mojego domu Katalonii, jak mógłbym walczyć w obronie sąsiada. NIE.
M: Czy popierasz sposób walki o niepodległość ETA? Czy Katalończyków i Basków łączy jakaś więź?
J: Historia Kraju Basków i Katalonii zawsze była odmienna. Baskowie zawsze podążali drogą zbrojnej walki. Na początku działalność ETA miała sens. Ostatnio się z nią nie zgadzam. Mariusz, jedna ważna rzecz - ETA to nie jest banda 1000 osób, ETA ma poparcie narodu. ETA to sentyment, przyczynek do wolności Kraju Basków. My Katalończycy jesteśmy mniej wojowniczy, bardziej lubimy rozmawiać, paktować. Kto ma rację? Czas pokaże.
M: Czy Katalończyk identyfikuje się z ideą wspólnej Europy? Jeżeli tak, to do którego momentu, w jaki sposób?
J: Katalonia zawsze patrzyła w stronę Europy. Zawsze patrzyliśmy na północ w kierunku Pirenejów, nigdy na poludnie w stronę Afryki, ani centrum w stronę Madrytu - Miro, Dali, Pau Casals, Pep Guardiola (sławni Katalończycy - przyp. tł.:), Barca-UNICEF.
M: Jak wygląda dzień meczu dla kibica FC Barcelona? Czy możesz opisać plan dnia od rana do wieczora?
J: Rano nerwy, piwo, bar, obiad, przygotowywanie kanapek, wino, piwo, autokar i stadion. Radość lub mniejsza radość.
M: Czy wyobrażasz sobie życie bez klubu i wszystkiego co się z nim łączy? Mam na myśli, czy mógłbyś robić coś innego, coś ciekawszego niż kibicowanie na Camp Nou?
J: Być 'CULE' (Futbol Club Barcelona) to sposób życia. Sprawia, że się śmiejesz, jesteś szczęśliwy albo złości cię do łez. To jest uczucie. Obcokrajowcy z Paryża, Madrytu, Sewilli, Warszawy itd., którzy znają Katalonię, kiedy wylądują na lotnisku w Prat (w Barcelonie) patrząc na ludzi już wiedzą czy Barca wygrała czy przegrała. Kiedy ludzie są szczęśliwi i uśmiechnięci to znaczy, że Barca wygrała, kiedy są smutni to na pewno przegrała.
M: Czy interesujesz się czymś poza klubem, piłką nożną? Jeżeli tak, to opisz inne zainteresowania.
J: Mam ich wiele: moja córka Clara (która też jest za Barcą), czytanie, wina, jedzenie, Tossa de Mar. I jedna bardzo ważna rzecz w byciu człowiekiem - nudzić się. Dać sobie prawo do ponudzenia się, nic nierobienia. Myślę, że to bardzo mądre w społeczeństwie, w jakim żyjemy.
M: Czy są jakieś narody, ludzie których podziwiasz jako Katalończyk? Jeżeli tak, to za co?
J: Nigdy nie miałem idoli (bożków) - osób, krajów ani narodów. Wszyscy mają jakieś + i -. Nawet wielkie bóstwo Barca.
M: Jakbyś miał użyć hierarchii dla poszczególnych wartości w życiu: rodzina, honor, Katalonia, klub, miłość, wolność, sex, pieniądze. Jakiej użyłbyś kolejności i dlaczego?
J: Priorytety
Wolność.
Miłość.
Rodzina.
Katalonia i Barca zawsze szły ze sobą w parze.
Nie ma Katalonii bez Barcy, ani Barcy bez Katalonii.
Sex - bardzo ważny (rozwesela).
Pieniądze - nie jest bogatszy ten, kto więcej ma, tylko ten, kto mniej potrzebuje.
Ha ha ha.
Wolność.
Miłość.
Rodzina.
Katalonia i Barca zawsze szły ze sobą w parze.
Nie ma Katalonii bez Barcy, ani Barcy bez Katalonii.
Sex - bardzo ważny (rozwesela).
Pieniądze - nie jest bogatszy ten, kto więcej ma, tylko ten, kto mniej potrzebuje.
Ha ha ha.
M: O czym marzysz? Co musi się stać, abyś był w pełni szczęśliwym człowiekiem?
J: Zdrowie, typowo kataloński dom na wsi, widzieć Clarę zawsze uśmiechniętą. I żeby Barca w przyszłym roku została mistrzem Europy i ligi.
M: Co to jest tak naprawdę manana (przepraszam za błąd w pisowni)?
J: "Mańana" to filozofia życia.
Po 1. że będziemy żyć,
po 2. że życie jest długie lub krótkie,
po 3. jest czas na śmiech i na łzy,
po 4. dobrze sobie pojeść i dać sobie czas na dobre trawienie podczas sjesty albo przy dobrej książce,
po 5. jeśli będziesz pracował dużo w poniedziałek, to co będziesz robił we wtorek, czwartek, piątek?
po 6. słońce wstaje wcześnie rano wcale nie dlatego że się śpieszy,
po 7. .........
po 8. ............
po 9 .........
po 10. ....................
po 11. mam jednego przyjaciela Polaka, który już rozumie filozofię "mańana" i myślę, że powoli zaczyna mu się podobać.
Po 1. że będziemy żyć,
po 2. że życie jest długie lub krótkie,
po 3. jest czas na śmiech i na łzy,
po 4. dobrze sobie pojeść i dać sobie czas na dobre trawienie podczas sjesty albo przy dobrej książce,
po 5. jeśli będziesz pracował dużo w poniedziałek, to co będziesz robił we wtorek, czwartek, piątek?
po 6. słońce wstaje wcześnie rano wcale nie dlatego że się śpieszy,
po 7. .........
po 8. ............
po 9 .........
po 10. ....................
po 11. mam jednego przyjaciela Polaka, który już rozumie filozofię "mańana" i myślę, że powoli zaczyna mu się podobać.
