supertlumacz.pl

Problem skrajnych postaw w polskim społeczeństwie lub jak ktoś woli narodzie występował od wieków, ale w ostatnich latach nastąpiła niebezpieczna polaryzacja, która prowadzi do ciągłego konfliktu i tym samym skazuje Polskę na stagnację cywilizacyjną.

REKLAMA
Nie odkrywam nowych kart twierdząc, że bywało niewiele momentów w naszej historii w których mogliśmy uczciwie stwierdzić, że dogadaliśmy się w imię wspólnych wartości. Kiedyś potrafiliśmy być prekursorami w tworzeniu prawa związanego z wolnością osobistą, oczywiście dotyczyło ono wybranej grupy, ale już wtedy było aktem rewolucyjnym.
W czasach kiedy bardzo trudno było liczyć na kompromis na gruncie wiary byliśmy w stanie wydać dokument, który zapewniał tolerancję religijną w Polsce. Wreszcie napisaliśmy i uchwaliliśmy Konstytucję, która zawierała postulaty Oświecenia. Niestety przyszłość pokazała, że w praktyce nie zrealizowaliśmy szlachetnych praw i do dzisiaj w powszechnej opinii pozostajemy krainą malowanych katolików o wielkich sercach bez zmysłu politycznego.
Zaczynam żałować, że w polskich dziejach nawet kosztem suwerenności nie dostaliśmy się na dłużej pod wpływy kultury protestanckiej, którą cechuje racjonalizm, praca organiczna, a nie romantyczny bój o duchowe wartości i zamiłowanie do celebracji. Może uniknęlibyśmy bezsensownych powstań? Przy okazji nie mogę zrozumieć zachwytu nad Powstaniem Styczniowym, ten źle zarządzany zryw pozbawił nas resztki praw gwarantowanych przez zaborców, ale cóż będziemy się karmić pewnymi utrwalonymi ocenami historii.
Może zgodnie z alternatywną historią Zychowicza należało schować dumę i zacząć uprawiać politykę podpisując akt Ribbentrop - Beck? Z poczuciem winy, ale z ludnością, która zachowała życie, z architekturą, która przetrwała i przede wszystkim najprawdopodobniej z inną rzeczywistością geopolityczną. Reszty dzieła zniszczenia umysłów polskich dokonał komunizm, którego jedynym jasnym punktem były wybitne jednostki w szarej rzeczywistości PRL-u. Może wreszcie my Polacy powinniśmy komuś wyrządzić krzywdę, a następnie nabrać pokory? Niestety w Polsce wciąż mamy poczucie okaleczenia i chcemy, aby tak było zawsze.
Dlaczego taki wstęp i przywołanie historii? Otóż ostatnie wydarzenia, które można sklasyfikować z podziałem na kategorie problemu sprowadzają się do wspólnego mianownika - POLSKA.
Pierwsza z nich dotyczy naszego zamknięcia i braku zdolności do stanowienia cywilizowanego prawa. Większość polskiego parlamentu potwierdziła, że towarzyszy nam trwały defekt. Przedstawiciele narodu przestraszyli się Polaków i w imię źle interpretowanej konstytucji ujawnili swoje fobie oraz badania postaw elektoratu. Pomysł legalizacji faktu istnienia ludzi o innej orientacji seksualnej został wyrzucony do kosza z jasnym komunikatem - "MOGĘ BYĆ LIBERAŁEM, ALE BEZ PRZESADY". Nikt nie oczekuje, że poseł PO ma zgodzić się na adopcję dzieci przez pary homoseksualne (sam jestem przeciwnikiem takich rozwiązań), ale wypada dać szansę projektowi, który pozwala sankcjonować związek partnerski. To pokazuje, jak daleko jesteśmy od akceptacji inności, która charakteryzuje społeczeństwa bogate zarówno w sferze materialnej i intelektualnej. Nie twierdzę, że należy przejmować tzw. liberalizm bez granic, ale wykazać się refleksją prawną i dostosować przepisy do rzeczywistości pozostając zwolennikiem tradycyjnego modelu.
Kolejny grzech polski objawiający się w skrajności postaw to pojmowanie patriotyzmu. Dzisiaj pewni goście z pewnej partii sprawili, że flaga biało-czerwona staje się symbolem zacofania i nienawiści, wręcz obciachu. Zawsze odczuwam dumę, gdy hymn Polski jest grany na arenie sportowej, moje dzieci przy okazji Święta Niepodległości z radością trzymają chorągiewki, ale odnoszę wrażenie, że zawłaszcza się formę i z patriotyzmu czyni toksyczny klimat. Słucham Angola w pubie, czy Argentyńczyka na Krakowskim Przedmieściu i każdy z nich podkreśla miłość do ojczyzny, ale jednocześnie nie ma nic przeciwko in vitro, szanuje kumpla, który jest gejem i rozumie, że polityka to interesy, a nie krzyki na wiecach pod hasłami zdrady narodowej.
Oczywiście nie wszyscy są tacy wspaniali i umiarkowani, również Zachód nie jest już taki tolerancyjny, gdy odbiera mu się przywileje socjalne. Jednak zawsze istnieje tam pewna równowaga postaw i pole do porozumienia. W Polsce rozbiegamy się w dwóch różnych kierunkach. Zaznaczam, że po drugiej stronie również nie jest fajnie. Wyhodowany na początku XXI wieku model człowieka sukcesu, to często powierzchowność, lans i plastikowy umysł. Taki profil współczesnego Polaka nie służy zbliżeniu stanowisk i niestety trzeba przyznać rację prawicowej stronie, że lemingi istnieją i są doskonałym materiałem do ogłupiania, takim samym, jak klasyczny ciemnogród.
Skoro sami Polacy, tak mocno oddalili się od siebie, to tzw. elita powinna stanowić wzór i pomóc społeczeństwu być lepszym. Ze smutkiem stwierdzam, że elity również w Polsce nie ma i nie będzie, bo jak można nazwać elitą polityka z tytułem profesora, który przypomina inkwizytora i stwierdza, że małżeństwo to jedyny wybór normalnego człowieka.
Chciałbym liczyć na dziennikarzy, ale oni również ulegli powszechnie panującemu poziomowi i nie stanowią źródła intelektualnych wartości. Tutaj znów można zaobserwować dwa bieguny: jeden to grupa journalistów z tzw. mainstream'u. Często powierzchowni bez wiedzy i obiektywizmu. Jako przykład przywołuję mój komentarz do dyskusji Krzemiński - Terlikowski, a raczej roli czołowej dziennikarski poważnej stacji:
Moim zdaniem spór w programie Moniki Olejnik dotyczył dwóch spraw. Pierwsza to widzenie świata przez Tomasza Terlikowskiego. Dla tego niezwykle elokwentnego i inteligentnego człowieka wszystko jest czarne albo białe. Nie ma stanów pośrednich, wg redaktora "Frondy" nie dyskutuje się z nauką Kościoła. Przy okazji, gdyby z nią nie dyskutowano, to moglibyśmy nie odczuwać zalet cywilizowanego świata. Faktycznie Pan Tomasz kolejny raz w imię swoich poglądów sprawił, że znów o nim mówimy, a raczej o tym, co powiedział o Jurku Owsiaku. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie, którzy są Katolikami przez duże "K" z taką łatwością zadają cios innym. Można było wywołać dyskusję, zapytać "Jurku, czy miałeś na myśli eutanazję czy zaprzestanie terapii?", ale gdzieś dla teatrum trzeba było napisać o cywilizacji zła i człowieku, który w tym całym plastikowym świecie robi coś prawdziwego.
Z drugiej strony staram się zrozumieć TT, jego irytację, kiedy Monika Olejnik jak zwykła baba na targu próbuje krzyczeć i używa argumentów niedouczonej dziennikarki. To było fatalne, pozbawione analizy, nastąpił brak płaszczyzny intelektualnej. Paradoksalnie w fundamentalnych kwestiach prof. Krzemiński zgodził się z TT. Czego nie mogła dostrzec Pani Monika. Ponadto próbując bronić TT (czego nigdy nie czyniłem) jestem świadom pewnych zagrożeń jakie pojawiają się we współczesnym świecie. To trochę jak z FIFA, nie zmieniają przepisów i piłkarze oraz kibice cierpią z powodu błędów, ale wszyscy kochają futbol i z bólem traktują błędy ludzkie jako jego część tej pięknej gry. W życiu człowieka, historii ludzkości jest podobnie, cierpienie jest częścią naszej cywilizacji, w jakiś sposób nas naprawia. Proszę sobie wyobrazić świat w którym wszyscy są zdrowi, piękni i mądrzy (choć to ostatnie może być ciekawe:)). Samo człowieczeństwo wynika ze złych doświadczeń ludzkości. Osobiście jestem ostrożny we wprowadzaniu pewnych rozwiązań prawnych. Za 50 lat może się okazać, że odebranie życia będzie kwestią znajomości prawa.

Ten drugi rodzaj "dziennikarza" reprezentowany przez Karnowskich, Gmyza, Wildsteina, Ziemkiewicza i innych podobnych, to potrzeba realizacji się w tym pięknym zawodzie - z naciskiem na kontrowersyjność, niż na nudny zdrowy rozsądek. Zaistniała możliwość zagospodarowania drugiej strony i ww "dziennikarze" odpowiedzieli na potrzebę rynku. Skoro miejsca w jednej loży prasowej są już obsadzone, to można przejść na drugą stronę rzeki i bezkarnie opowiadać bajki typu zamach w Smoleńsku, to tak przy okazji komentarzy po emisji dokumentu w "NG". Jeżeli wszyscy tzw. prawicowi dziennikarze wierzą w to, co mówią (osobiście mam wątpliwości), to mamy poważniejszy problem i polski system nauczania poniósł porażkę, w tym nauczyciele fizyki. Próżno szukać klasy i jakości wśród IV władzy. Nawet oni nie są w stanie wybudować mostu w tym coraz bardziej podzielonym kraju.
Samo pojęcie rozjazdu polskich postaw budzi moją obawę. Żadna z tych grup nie zbliża się do siebie. Zaczynamy żyć w chorych, a nie ciekawych czasach.