
Przyznam, że nie należałem do grupy ludzi, która wierzyła w awans do ćwierćfinału. Prognozowałem zwycięstwo Barcelony, ale byłem przekonany, że do kolejnej rundy przejdzie Milan. Wczoraj Katalończycy wrócili z dalekiej podróży.
REKLAMA
Stara prawda wypowiadana często przez Guardiolę znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Styczeń i luty to najsłabsze miesiące Barcy. Na szczęście mamy już marzec.
Wczoraj nie zmienili stylu gry, ale zagrali szybciej, agresywniej i przede wszystkim skuteczniej. Plan Milanu był prosty, zatrzymać wszystko przed szesnastką i skontrować. Mecz mógłby mieć inny finał, gdyby nie słupek Nianga.
Na szczęście Blaugrana postanowiła jak najszybciej strzelić bramkę i do przerwy wyrównać straty. Pierwszy gol to geniusz Leo, uderzenie z tzw. krótkiej nogi. To jest sztuka. Natomiast druga bramka to pokłosie wspomnianego pudła i zwietrzenia szansy na trafienie po kontrataku. W tym momencie kilku Mediolańczyków zostało na połowie Barcy, a Messi mając jednego obrońcę nie ma problemu z oddaniem celnego strzału.
Ten mecz może stanowić punkt zwrotny w sezonie 2012/2013, a Mou musi znów mieć ból głowy. Marzę o kolejnym Gran Derbi, choć wolałbym jeszcze jednego rywala, który w 100% zweryfikuje powrót Barcelony do mistrzowskiej formy.
Muszę przyznać, że we wtorkowy wieczór poczułem ogromny przypływ szczęścia i kolejny raz przekonałem się, dlaczego to jest więcej niż klub.
Wczoraj nie zmienili stylu gry, ale zagrali szybciej, agresywniej i przede wszystkim skuteczniej. Plan Milanu był prosty, zatrzymać wszystko przed szesnastką i skontrować. Mecz mógłby mieć inny finał, gdyby nie słupek Nianga.
Na szczęście Blaugrana postanowiła jak najszybciej strzelić bramkę i do przerwy wyrównać straty. Pierwszy gol to geniusz Leo, uderzenie z tzw. krótkiej nogi. To jest sztuka. Natomiast druga bramka to pokłosie wspomnianego pudła i zwietrzenia szansy na trafienie po kontrataku. W tym momencie kilku Mediolańczyków zostało na połowie Barcy, a Messi mając jednego obrońcę nie ma problemu z oddaniem celnego strzału.
Ten mecz może stanowić punkt zwrotny w sezonie 2012/2013, a Mou musi znów mieć ból głowy. Marzę o kolejnym Gran Derbi, choć wolałbym jeszcze jednego rywala, który w 100% zweryfikuje powrót Barcelony do mistrzowskiej formy.
Muszę przyznać, że we wtorkowy wieczór poczułem ogromny przypływ szczęścia i kolejny raz przekonałem się, dlaczego to jest więcej niż klub.
