gwe24.pl

"Rządy dotrzymują słowa tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne". Słowa sławnego Francuza nie tracą na aktualności, a szczególnie wobec ostatnich wpadek rządu, które w rzeczywistości są konsekwencją katastrofalnego poziomu kompetencji polskiej klasy politycznej. W przypadku naszego kraju, nawet gdyby chciały, to i tak tego nie zrobią, bo nie potrafią.

REKLAMA
Z pewnością nie mam złudzeń, że dzisiaj w Polsce kolejny karierowicz z Ursynowa jest w stanie uczynić Warszawę sprawnie funkcjonującą firmą i z efektywnie realizowanymi projektami. Pani Hanna niewątpliwie ma wiedzę i kompetencje, ale problem leży niżej, w ludziach bezpośrednio odpowiadających za decyzje. Każdy, kto choć trochę jeździ po Europie i obserwuje organizację miast odczuwa komfort i przede wszystkim klimat decyzji apolitycznych fachowców.
Dzisiaj jadąc do Warszawy składem pamiętającym moje dzieciństwo, wysiadając na dworcu, który wygląda jak chlew muszę kupić droższy bilet, bo dwa miasta nie osiągnęły porozumienia. Zwolennik HGW powie, że to wina kogoś innego, ale mnie to nie interesuje, tak jak ma to gdzieś Anglik podróżujący Dartford do Londynu. Mój szef z kraju gdzie pierwsze metro ruszyło w czasie, gdy w Polsce mieliśmy Powstanie Styczniowe nie mógł zrozumieć, że w stolicy członka UE jest tylko jedna linia podziemnej komunikacji.
Niestety niewydolność władzy przenosi się na cały kraj, żaden projekt pt. Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Ruch Palikota czy SLD nie ma szans na realizację oczekiwań elektoratu, bo jest zarządzany i tworzony przez amatorów z powierzchowną wiedzą w danej materii i wciąż tych samych. Problemem jest fakt, że dzisiaj sensowni ludzie nie chcą iść do polityki. Na stołki partyjne trafiają ludzie niezwykle elastyczni tzn. gotowi na wszystko, aby zrobić coś dla siebie, a nie dla innych. Ponadto sprawni w walkach wewnętrznych, układach i układzikach, które mają ich wprowadzić na listy wyborcze i dalej do parlamentu oraz ministerstwa. Niestety wśród tych ludzi nie ma prawdziwych specjalistów i skutecznych menadżerów.
Sytuacja może być do zaakceptowania, gdyby niekompetentni politycy dostawali stanowiska ministrów, szefów ważnych projektów publicznych, a faktycznie decyzje podejmowali przygotowani do konkretnych ról ludzie stanowiący najbliższe otoczenie dyletantów. Niestety tak nie jest, za merytoryczne decyzje, często za ich brak lub błędy odpowiadają osoby powołane za lojalność w formie długu wyborczego. Dostają grube tematy np. polski sport, infrastruktura i zupełnie zawodzą. Nie może być inaczej, bo nie mają zielonego pojęcia jak przeprowadzić istotne przedsięwzięcia.
Premier przy okazji niejasnych działań wokół ministerstwa sportu stwierdził, ze odbywa się „jazda” na Panią Muchę i opinia publiczna jest zbyt surowa. Z przykrością stwierdzam, że taka krytyka jest uzasadniona i Premier RP niech nawet nie próbuje mówić inaczej. Powierzył trudny odcinek osobie, która moim zdaniem ma wątpliwie kwalifikacje (proszę mnie nie podejrzewać o seksizm, minister Nowak ten sam poziom) w każdej dziedzinie, nawet w ekonomii i zarządzaniu w którym szczyci się doktoratem. Zresztą to jest doskonały przykład kryteriów panujących w polskiej polityce. Przy okazji, chyba muszę zdobyć ten tytuł, bo nie wymaga to wielkich zdolności intelektualnych, a jedynie czasu.
Wróćmy do problemu, w firmie pojawia się nowy dyrektor, który zupełnie nie ma pojęcia o profilu działalności nowej organizacji. Zapewnia, że się nauczy, tymczasem został zatrudniony do dokończenia najważniejszego projektu w historii. Zakładamy, że nie ma wiedzy o produktach, to jest do przeskoczenia, ale nie można przekazać takiego zadania osobie, która nie ma żadnej poważnej praktyki w zarządzaniu dużymi projektami!!! Co robi nowy dyrektor? Ściąga, "rekrutuje" znajomych równie "silnych" merytorycznie i "doświadczonych" jak szef. Przynajmniej będzie raźniej wśród swoich. Damy radę. Jednak okazuje się, że to trochę trudniejsze i nawet wsparcie prezesa nie pomoże spokojnie przeczekać kontrakt. Efekt jest taki, że w wyniku rozdawania stanowisk po wyborach otrzymujemy w większości rząd nieudolnych, lojalnych partii przypadkowych "fachowców" (to dotyczy wszystkich od lewej i prawej), którzy zawalają projekt: POLSKA – NORMALNE MIEJSCE DO ŻYCIA.
Zgodzę się z Prof. Smolarem, że Tusk nie jest mężem stanu, a tylko dryblerem. W tej grze można przedobrzyć i perfekcyjny PR już nie wystarczy. Zresztą polityka komunikacyjna również mocno szwankuje i już nie działa: "przepraszam, "rozumiem", "zrobimy to". Gdy mój Syn Jan za 15 lat wsiądzie w samochód i będzie jechał do Wrocławia wciąż taką samą drogą, którą jeździł I sekretarz, a następnie pójdzie na mecz w którym Polska zremisuje po twardej walce z Wyspami Owczymi, wtedy będziemy wiedzieli, gdzie jesteśmy.
Proszę mi wybaczyć powyższą oczywistą oczywistość, ale musiałem złamać zalecenie mojego serdecznego kolegi i napisać coś o politycznym bagnie. Każda władza w każdym państwie przeżywa kryzys, ale w Polsce mamy poważny problem z jakością klasy politycznej i nie ma można tego akceptować.