O autorze
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego – specjalizacja – marketing polityczny oraz Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych – specjalizacja – komunikowanie i media. Dodatkowo ukończona Europejska Akademia Dyplomacji – kierunek – służba zagraniczna. Weteran korporacji. Mąż nałogowej wolontariuszki :) i ojciec trójki dzieci. Kocham futbol, zarówno ten w gronie przyjaciół, a także znany z Camp Nou czy Old Trafford. Uważam, że koniecznie należy podnosić poziom debaty publicznej w Polsce i przede wszystkim działać dla dobra Wszystkich. To jest możliwe…

Zobaczyć Neapol i jeszcze tam wrócić

Prywatne
Neapol zawsze chodził mi po głowie i od dłuższego czasu chciałem odwiedzić to miasto. Wiedziałem, że to niezwykłe miejsce, pełne historii, niezwykłej architektury, bajkowych widoków i oczywiście związane z najlepszym piłkarzem w historii futbolu czyli boskim Diego. Wreszcie skorzystałem z okazji i wspólnie z małżonką odwiedziliśmy Kampanię. Po powrocie wiemy jedno - chcemy tam wrócić.



Na początku chciałbym poinformować tych wszystkich, którzy się wahają z przyczyn finansowych, że taka wyprawa nie wymaga dużego budżetu. Taki wyjazd można zaplanować wcześniej i zrobić to sensownie np. korzystając z różnych ofert portali zajmujących się wyszukiwaniem tanich połączeń.
Bilet lotniczy do Neapolu to koszt 100 zł w obie strony przy odpowiednio wcześniej zrobionej rezerwacji. W moim przypadku był to lot z Katowic, dlatego należy dołożyć bilet na autobus z/do Warszawy czyli 40 zł. Przy większej grupie do Pyrzowic można dojechać samochodem i koszt również będzie symboliczny.
Hotel należy "zaklepać" odpowiednio wcześniej i tutaj polecam znaną wyszukiwarkę. Nocleg dla 2 osób na 4 noce można znaleźć za 490 zł i prawdopodobnie jeszcze taniej. My skorzystaliśmy z usług sympatycznego miejsca - Hotel Europeo zlokalizowanego na Starówce vis-à-vis Uniwersytetu.






Pierwszy dzień należy potraktować jak rozgrzewkę i przede wszystkim zobaczyć starą część miasta. Ogromne wrażenie robią kościoły, których jest tutaj mnóstwo, a nam osobiście jeden utkwił w pamięci - Chiesa del Gesù Nuovo. Budowa tego architektonicznego cudu została rozpoczęta w XVI w., a ukończona w XVIII w. Koncert wieczorny dostarczył duchowych doznań, a sami ludzie zrobili na nas ogromne wrażenie. Gdy zapytałem starszego pana o historię kościoła, on przeprosił, że nie mówi po angielsku i poprosił młodą osobę, aby tłumaczyła. W pewnym momencie cała rodzina opowiadała o tym miejscu z wielką pasją i dumą. Myślę, że dalsza rozmowa miała duże szanse przenieść się do domu tych serdecznych ludzi. Tacy są Neapolitańczycy.
Ponadto mijając kolejne budynki uwagę zwraca znany obrazek z południa Włoch czyli rozwieszona bielizna i wąskie uliczki przez które pędzą skutery. Pamiętajmy, że nie mam na myśli przedmieść Neapolu, tylko centralną część miasta.





Drugi dzień naszego pobytu to wycieczka na Wezuwiusza. Dojazd jest bardzo prosty. Ruszamy kolejką z Placu Garibaldiego (bilet ok. 2€) i wysiadamy w miasteczku Ercolano. Na górę można dostać się busem (tutaj trzeba liczyć się z wydatkiem ok. 20€), a następnie piechotą w stronę krateru (ok. 20 min.). Drzemiący od 1944 r. wulkan patrzy na Zatokę Neapolitańską i każdy z nas pewnie marzy o takim widoku. Oczywiście na samej górze temperatura jest niższa i sugeruję założenie czegoś cieplejszego. Polecam to miejsce.






Tego samego dnia można jeszcze odwiedzić Sorrento czyli pojechać dalej kolejką. To miasteczko poza sezonem nie traci swojej energii. W godzinach wieczornych można spotkać wielu ludzi, którzy debatują w okolicznych kafejkach. Jedynie port przypomina nam, że jeszcze nie ma wiosny. W pamięci pozostaje Piazza Tasso oraz widok na marinę.





Następnie należy koniecznie zobaczyć Pompeje. Wyobrażałem sobie to muzeum jako kameralne miejsce, tymczasem do ogromny obszar na którym wciąż trwają prace. Wszystko zostało odtworzone w taki sposób, że czujesz klimat sprzed 2000 lat. Domy, ulice, przedmioty codziennego użytku itd. To autentyczny spacer po starożytności.







Na koniec proponuję Capri, miejsce jak z bajki. Na wyspę można dostać się promem (ok. 20€) i przed wypłynięciem nie sugeruję spożywać obfitych posiłków. Na morzu trochę buja i niektórzy mogą to odczuć. Wyspa zarówno od strony dużego i małego portu sprawia, że chcemy tutaj spędzić resztę życia. Do miasta można dostać się pieszo schodami prowadzącymi wśród domów lub autobusikiem, który sprawnie wspina się na górę.
W lutym jest spokojnie i nie widać na ulicach bogatych turystów, którzy rezydują w tym raju. Natomiast widoki zapierają dech w piersiach i nie pozwalają zapomnieć o miejscu, w którym przebywał m.in. Bernard Shaw. Przy okazji jest słonecznie i można troszkę "złapać" koloru.









Na deser wybraliśmy się na mecz Napoli - Milan. Sam stadion porównując z naszymi obiektami na Euro 2012 nie jest czymś wyjątkowym. Myślę, że wyglądał zupełnie inaczej, kiedy Włosi grali w półfinale z Argentyną podczas finałów MŚ w 1990 r. Krzesełka już wiele przeżyły, siadasz, tam gdzie masz wolne miejsce.
Ponadto nie obowiązują tutaj żadne zasady związane z racami, alkoholem i innymi używkami. Sami kibice to oddani ludzie dla swojego klubu i wrogo nastawieni do tych z Mediolanu.
Pod względem sportowym widać, że tam jest Europa. Przyjemnie się patrzy na wyszkolenie techniczne, ustawienie zespołu i umiejętności poszczególnych zawodników np. Gonzalo zw. "El Pipita". Idolem miejscowych jest oczywiście Lorenzo Insigne, człowiek z tego miasta. Jednak nie sposób nie wyczuć obecności Diego Armando Maradony. On jest wszędzie, w kapliczce, na murach i przede wszystkich w pamięci mieszkańców Neapolu. Nawet wcielił w postać czarnego psa, który bawi się piłka pamiętającą czasy świetności SSC Napoli.







Z praktycznych rzeczy - najlepiej zaopatrzyć się w miejscowym markecie i ruszać w trasę z suchym prowiantem. Oczywiście należy spróbować prawdziwej pizzy, która nie ma nic wspólnego z podawaną w naszym kraju.