Awans Eintrachtu do Bundesligi - radość po wygranej w Aachlen
Awans Eintrachtu do Bundesligi - radość po wygranej w Aachlen http://www.kicker.de/news/fussball/2bundesliga/startseite/567833/2/slideshow_aufstieg-die-eintracht-kehrt-zurueck.html

Dość niespodziewanie w Niemczech bardzo wiele ważnych spraw już sobie wyjaśniono. Niespodziewanie, bo przecież Bundesliga słynie z trzymania w napięciu do końca sezonu, czasem rozstrzygając o tytułach, czy spadkach w ostatniej minucie ostatniego meczu. Tym razem dramaturgia nie jest przewidziana, a mistrz i pierwszy spadkowicz, już mogą szykować się na nowy rocznik.

REKLAMA
Patrząc na najbliższe plany, to tak naprawdę do załatwienia zostaje jeszcze tylko kwestia drugiego spadkowicza (a co za tym idzie i drużyny przewidzianej do baraży) oraz ostatniej ekipy do LE. Po kompromitacji na własnym stadionie wiele wskazuje, że Hertha BSC da się pociągnąć na dno „Czerwonym Diabłom”. Jak można aż tak dać ciała w najważniejszym spotkaniu sezonu? Teoretycznie nie ma jeszcze tragedii, bo do „Kozłów”, które mają bardziej zdeterminowanych kiboli niż piłkarzy, brakuje ledwie dwóch punktów; trudno jednak przypuszczać, że Hertha pokona kogokolwiek, skoro nie potrafiła zdobyć trzech punktów z patałachami z Kaiserslautern.w taki oto sposób Otto Rehhagel może zostać upokorzony na koniec kariery (swoją drogą jest piątym szkoleniowcem „Starej Damy” w tym sezonie i gdyby trzymać się tylko statystyki, można napisać drugim najlepszym* :).
Oczywiście. W Niemczech niedziele cudów zdarzają się rokrocznie, ale właśnie dlatego wątpię, by coś jeszcze uratowało Herthę. Inni też postarają się zdobyć jakieś punkty…
Obalenie w Kolonii. Bynajmniej nie mam na myśli tego, ze Peszko zamiast na dołek, trafił do siatki; zresztą sposób, w jaki świętował strzelenie gola dało nieźle do zrozumienia, kto w tym trudnym momencie wspierał go najmocniej. W każdym razie 1.FCK zdecydowało się na niezwykle istotne zmiany, które mają zapobiec dalszemu chaosowi, zadłużaniu i w ogóle dryfowaniu na niebezpieczne wody. Werner Spinner i jego zastępy, Mark Ritterbach oraz Toni Schumacher, na swoje szczęście, najprawdopodobniej będą mogli realizować swoje plany na Bundesligowym poziomie; bez (kasy) zapewne czekałby ich los Arminii Bielefeld, czy chociażby VfL Bochum.
A skoro mowa o 2.Lidze – gratulacje dla SpVgg Greuther Fürth oraz Eintrachtu Frankfurt. Zasłużyli na awans [prezentując najrówniejszą, a nierzadko również efektowną formę. Bawarczycy o awans walczyli od kilku lat, wreszcie słabość kontrkandydatów umożliwił realizację marzeń. Spadkowicz to inna historia – część graczy została, ale po prawdzie idealnie dobrano pozostałych biorąc gości, którzy już awans robili, lub wyróżniali się na tym szczeblu: Abderson, Idrissou, Djakpa, Hoffer, Lehmann, Matmour, Schildenfeld… wszyscy oni dołączyli do drużyny przed sezonem i mieli ogromny wkład w awans. To takie typowe niemieckie – pościągać zadaniowych graczy, zrealizować cel i dokonać kolejnej rewolucji. Bez wątpienia z tymi zawodnikami Eintracht Bundesligi nie podbije…
O to, kto pokopie piłeczkę w barażu z „Kozłami” zadecydują dwie ostatnie kolejki i do diabła, nikomu nie będzie lekko. Na trzech kandydatów każdemu trafia się co najmniej jeden cholernie trudny mecz. Faworyzowana Fortuna, która zawaliła sprawę kiepską rundą rewanżową zagra jeszcze z wiceliderem, co gorsza na wyjeździe; może więc się setnie zdziwić, że przed ostatnią kolejką spadła na piąte miejsce (chociaż St. Pauli w Dreźnie będzie miało szalenie ciężko). Z kolei w ostatniej rundzie gier do Hamburga zawita rewelacja z Padebornu, której największym problemem jest najsłabszy z tej trójki bilans bramkowy, a największą zaletą Nick Proschwitz. Trzeba przyznać, ze dostać w tytę od słabiutkiego KSC akurat w takim momencie było wielce niestosowne i może ten mały klubik słono kosztować.

Baník przepada w głębiną coraz bardziej, po niezłym starcie, jakby nie chcieli już umierać za Radka Látala, za co ten szykuje zwolnienie dla co po niektórych z weekendowej pracy na boiskach Gambrinus Ligi. Na dniach ma wytypować piętnastu zawodników, z którymi zamierza dokończyć sezon, reszta może łazić na hamburgery do fast-foodów. Kluczowy mecz najpewniej rozegrają już w najbliższy weekend z ostatnią w tabeli Viktorią Žižkov, dla której jest to ostatni, tym razem na serio, całkiem ostatni dzwonek, by dociągnąć do strefy bezpiecznej.
A wszystko przez dramatyczną formę Bohemians 1905. We wczorajszym meczu z Sigmą animuszu wystarczyło na zaledwie pięć minut. Dość dziwaczny gol Klesnila całkiem wyprowadził w równowagi gości, robiących w gacie przy każdej okazji. Spietrana obrona Prażan, cykorzy w pomocy i osamotnieni napastnicy, z tego nie mogło wyjść nic dobrego. Właściwie to mogą się cieszyć, że skończyło się tylko na czterech golach, chociaż ten pierwszy… Mam wątpliwości, czy aby Sňozík nie był faulowany, bo ten skok lampardzi obok piłki wygląda, co najmniej dziwacznie. W każdym razie „John” robi swoje i możliwe, że zostanie w Ołomuńcu na dłużej. Przynajmniej jego gustowny sweterek wskazywałby na to, że jakieś negocjacje wczoraj mogły się odbyć...
Ale i tak daniem dnia była kolejna strata Sparty. Ta jakby zupełnie nie chciała tytułu, i faktycznie, doczeka się, i to już w piątek, jeśli pokpi sprawę z Sigmą. Co ciekawe, „Rudí” nie wyjadą już z Pragi, ale to akurat żaden dla nich atut bo w tym roku zagrali w stołecznym mieście sześć ligowych gier, a wygrali zaledwie dwukrotnie. Lepsze jest wrogiem dobrego – takie głosy coraz częściej docierają na Letną, gdzie przewietrzono gabinet dyrektora sportowego. Podobno wywalenie Chovanca nie do końca spodobało się szatni, ale czy to możliwe, by zasiadali w niej aż tacy idioci, którzy z tego powodu zrezygnowaliby z tytułu? Porażkę z Mladou Boleslav możecie zobaczyć TUTAJ, a przy okazji warto odnotować, że po dwunastu spotkaniach bez gola, przełamał się wreszcie Jan Chramosta. Jan Chramosta to ciekawe nazwisko dla wszystkich klubów w Polsce szukających niezłego napastnika…
Kto by się spodziewał, że równie często, co o gwiazdach Sloganu Liberec pisać będzie się o Martinie Šlapáku. Jeszcze pół roku temu grywał dla trzecioligowego FC Písek, w całej karierze pierwszoligowej wbił zaledwie dziewięć goli, ale już sześć ostatnich mecz po meczu. Zrobi to jeszcze raz i wyrówna rekord czeskiej ligi, którym dzielą się legendarny Horst Siegl oraz David Lafata. W następnej kolejce będzie ścierał się z defensywą „Kangurów” jest więc wielka szansa, że dołączy do wspomnianej dwójki.

A u nas? Wcale nie mniej ciekawie. Rozdająca karty Legia postanowiła zdramatyzować rozgrywki i w żenującym stylu padła na kolana przed klubem z Wielkopolski. Na takie rozstrzygnięcie czekał od piątku Ruch, który, przyznajmy, niespodziewanie puknął rozkapryszone króliczki Wojciechowskiego; niespodziewanie, bo i skład i taktyka podporządkowane zostały dzisiejszemu finałowemu spotkaniu w ramach Pucharu Polski. Śląsk, ten z Wrocławia, znowu dał ciała, ale od tytuł jest wcale nie dalej. Terminarz przemawia za „Niebieskimi” i jestem niemal pewien, że trzy wygrane zaprowadzą mistrzowskie honory do Chorzowa, na myśl, o czym pół Polski trzęsie się, jak osika. Kupcie nervosol, bo może się przydać…
I słowem o tem, co za chwilę nastąpi – słowem, bo nie ma co się silić na oryginalność; tak, to prawda, dzisiejsze rozstrzygnięcie może mieć kolosalne przełożenie na końcówkę sezonu, a co za tym idzie, na mistrzowskie boje. Po ewentualnym klopsie łatwiej będzie pozbierać się stołecznym, ale łatwiej nie znaczy łatwo. Nie ma też co rozpisywać się nad lazaretem Legii, bo jeszcze chwila i przeczytamy, że zagrają rezerwami; to naturalnie w dużej części blef, i wcale mnie nie zdziwi optymalne zestawienie.
Porywającego widowiska również nie należy się spodziewać. Przede wszystkim w takim meczu blisko siebie trzymane będą pośladki, w efekcie laga do przodu to najrozsądniejsza taktyka. Chciałbym się mylić, ale więcej niż dwóch goli (rozstrzygający i pieczętujący) się nie spodziewam.
Podsumowanie typowania:
Niemcy: 2-6 (gdzieś mi umknęły piątkowe zawody, dlatego tylko osiem meczów)
Czechy: 5-3
Polska: 3-5
Razem: 10-14

PS Wiadomo, że BMG rozsypie się nieco po sezonie. Zabawnie więc wyglądają te wszystkie przymiarki do „die Fohlen”, bo gdyby faktycznie były realistyczne, Borussia VfL miałaby lepszą pakę niż obecnie, o, na przykład taką:
ter Stegen – Nuytinck, Felipe, Santana, S. Poulsen – Xhaka, Wolski, Sahin, Derdiyok – de Jong, Dost.
A w odwodzie: Blaswich - van Buyten, Juhász, L. Andersen - Odjidja-Ofoe, Dzemaili, Claudemir - Hoilett, Lukaku, Szalai, Necid, Sam.

* Ładnie mi drugi najlepszy! W sam raz do dobrego samopoczucia, ale tego akurat kibicom w Berlinie brakuje, jak diabli! Lepszy jest Rehhagel od Widmayera, ale ten nie prowadził zespołu w żadnym spotkaniu; lepszy od Skibbe, który przegrał wszystkie spotkania podobnie, jak Tretschock, któremu przytrafiło się w jedynej partii, podczas której był głównodowodzącym. Prawdziwie różnicę można dostrzec dopiero zestawiając ten dorobek Markusa Babbela, były gracz Bayernu w siedemnastu grach zdobył 20 punktów, a na dwie kolejki przed końcem BSC ma ich… 28!